Ze swego cichego, alzackiego dzieciństwa Julien pamiętał niezwykle mało – czy to z powodu zbyt nagłej przeprowadzki do Niemiec, czy natarczywej gładkości ciała wiecznie smutnej ciotki Margot, która zdominowała jego wczesną młodość, i która – zapewne nieświadomie – tuliła go wieczorami w ten sam sposób, w jaki robiła to wcześniej matka. Obsadzone rieslingiem strome zbocza stanowiły idealną pożywkę dla wybujałej wyobraźni chłopca. W czułych objęciach winorośli, ukryty przed światem, tysiące razy wyimaginowaną ręką strącał matkę w otchłań szemrzącej w dolinie Mozeli patrząc, jak porywa ją wartki nurt rzeki, tak samo bezlitosnej i niezdolnej do wybaczenia samobójczego grzechu, jak wówczas młody Julien.
Ciotka Margot zwykła budzić się o świcie i z czułością gładzić puste miejsce w wielkim łóżku, niegdyś dzielonym z mężem – potężnym baskijskim góralem o imieniu Aitor, który przybył nad Mozelę już jako doświadczony winiarz.
- Ty wszystko wiesz o winie. – powiedziała kiedyś z podziwem ciotka Margot podczas jednej z wypraw na Saarę - Jakim cudem?
- To dlatego, że dużo palę. – zaśmiał się głośno Aitor, przypalając papierosa.
- Co to ma wspólnego z winem?
- Ja dużo palę w winnicy – Aitor zaśmiał się jak zwykle z własnych kiepskich żartów, odsłaniając białe, zdrowe zęby i wypuszczając potężną chmurę tytoniowego dymu wprost w jasne loki Margot.
Aitor pracował z wielką pasją i szybko stał się jednym z najbardziej szanowanych producentów wina w regionie. Ciotka Margot dostała winiarską wiedzę niepostrzeżenie, podczas licznych monologów i żartów Baska, leżącego półnago na chłodnych łupkach, spełnionego i rysującego enologiczne fakty palcem na jej ciepłym jeszcze udzie. Tydzień przed tajemniczym zniknięciem Aitora okazało się, że zwykł uczyć w ten sposób nie tylko ją.
Julien mógł jedynie domyślać się baskijskiej krwi na rękach ciotki Margot, która po zniknięciu męża przejęła winnicę i w krótkim czasie stworzyła nowe wino z owoców z pojedynczej parceli, w której osobiście pielęgnowała stare krzewy z oddaniem właściwym jedynie szaleńcom. Nieraz śmiała się, że to wino ma mocną budowę Baska, ziołową kwasowość jego krwi i cukier komplementów.
- Zupełnie jakby zapadł się pod te łupki i karmił winorośl własnym ciałem. – zażartowała pewnej zimnej nocy, kiedy, dzieląc zwykłą bezsenność z młodym Julienem, uczyła go wszystkiego, czego zdołała dowiedzieć się o winie w swoim smutnym życiu. Wtedy Julien poczuł, że wraz ze smakowanym rieslingiem, płynie przez jego przełyk gorąca iskra strachu. Pozostało po niej maleńkie, nieczułe znamię lęku na dnie żołądka.






