Oenology fiction.
- Biedactwo! Wytarli Tobą chyba każdy kąt Fiumicino! - głos Mariny był tylko dźwiękową zapowiedzią drzemiącej w niej siły. Z pozoru stateczna, przeciętnej urody kobieta była uosobieniem wszystkiego co żywe i dynamiczne, a jej wejście do piwnicy skojarzyło się Marcie raczej z wtargnięciem doń czystej energii zebranej, mniej więcej, w kształt kuli.
Marina wypowiedziała chwilę później jeszcze pół setki zdań, zapewne połączonych logicznie, ułożonych w zorganizowany rządek przyczyn i skutków. Wymachiwała przy tym ochoczo rękami, co można było uznać za chaotyczną prezentację stojących nieco z tyłu mężczyzn; przenosiła ciężar z jednej nogi na drugą, czasem opierała dłoń na biodrze. Te niewymuszone włoskie gesty mocno kontrastowały z jej naturalnie jasnymi włosami i bladą twarzą.
- Andrea wskaże Ci miejsce, gdzie możesz się przebrać, moje dziecko. - Marina machnęła ręką w stronę drobnego mężczyzny, który natychmiast ukłonił się. - Tylko ekspresem! Wszyscy czekają! - zakończyła kategorycznie i nie czekając choćby na cień czyjejkolwiek reakcji.
W ciągu następnego kwadransa Marta, cierpliwie znosząc niezbyt wyszukane komplementy Andrei, pokonała schody i długi, ciemny korytarz prowadzący do magazynu, gdzie, pośród czystych butelek, trocin i pękatych korków zmieniła ubranie na świeże, a wyraz twarzy na wypoczęty. Przemierzyła labirynt beczek i skrzynek niemal biegiem, prowadzona za rękę przez swojego opiekuna i po śladach jego stóp, które siały niepokój w kłebach i kłębkach kurzu śpiących na podłodze, a te, zaskoczone wtargnięciem intruzów, rozbiegały się w poszukiwaniu kryjówki w najciemniejsze zakamarki piwnicy. Marcie udało się mimochodem odczytać napisy na skrzynkach: Nero di Troia 1995, 1996, 1997... Dziesięć roczników dalej usłyszała przyjemny gwar, przerywany raz na jakiś czas czyimś śmiechem, pełzającym wzdłuż ścian piwnicy niczym spuszczony ze smyczy, ciekawy świata szczeniak.
Kilka godzin później Marta leżała już w śnieżnobiałej pościeli w hotelu Castel del Monte i dziękowała w myślach Andrei za tą podziemną gonitwę, która odebrała jej resztki oddechu i nie pozwoliła obrzucić Juliena najgorszymi inwektywami, kiedy, jak gdyby nigdy nic, podszedł do niej i podał talerz, na którym leżała bezwstydnie, jak dobrze opłacana prostytutka, zalana słodkim syropem lśniąca figa - królowa pokus.
cdn.
środa, 22 września 2010
środa, 15 września 2010
6; Vigna Pedale 2007; Torrevento
Szczęki Marty zacisnęły się już wtedy, gdy kapitan poinformował o godzinnym opóźnieniu lotu i pozostały w tym nerwowym, bolesnym skurczu zarówno podczas transferu w Mediolanie, jak i w Rzymie, gdzie pożar w okolicy portu lotniczego skutecznie zakrzywił czasoprzestrzeń i skradł kolejne dwie godziny z życia zmęczonych pasażerów. Kiedy wreszcie samolot usiadł na płycie lotniska w Bari-Palense, dochodziła północ, niebo było ciemne, a powietrze chłodne. Marta zaś, jak zwykle przy lądowaniu, nie powstrzymała w sobie poczucia smutku i strachu, że coś się kończy.
Kierowca wysłany przez właściciela winnicy nie wyglądał na zadowolonego, a kartkę z nazwiskiem Marty trzymał już nie wysoko nad głową, lecz na poziomie swojego ponadsiedemdziesięcioletniego krocza. Trudno się dziwić – ostatecznie samolot z oczekiwanym gościem doleciał z czterogodzinnym opóźnieniem. Marta, od kilku godzin milcząca, postanowiła nie wdawać się w niepotrzebne dyskusje z apulijskim starcem i pewnym gestem zasugerowała, by opuścili halę przylotów, po czym żwawym mimo zmęczenia krokiem ruszyła w kierunku wyjścia. Na prośbę, by najpierw pojechać do hotelu, a później do winnicy, kierowca zareagował nerwowo i kategorycznie odmówił, tłumacząc, że nie takie były polecenia przełożonych. Chcąc nie chcąc, Marta przebrała się na tylnych kanapach rozklekotanego i mknącego z nierozsądną prędkością busa, klnąc w duchu i prosząc los, by nie kazał jej płacić życiem za beztroskę włoskiego kierowcy.
Z ulgą opuściła auto, kiedy zatrzymało się przed bramą prowadzącą do winnicy. Zostawiwszy niewielką walizkę na dziedzińcu, otworzyła drzwi do piwnicy, w której, wśród dojrzewającego Nero di Troia, miała się odbyć powitalna kolacja z udziałem wszystkich gości zaproszonych przez prężnie rozwijającego się producenta wina. Pomieszczenie było ciemne i ciche. Mimo to Marta zrobiła jeszcze kilka kroków w głąb, chcąc mieć pewność, że przyjęcie faktycznie dobiegło końca bez jej udziału. Wiedziona ulubioną, lekko kwaśną wonią piwnicy, pokonywała kolejne metry wsłuchując się w echo własnych kroków. Z tego swoistego transu wyrwało Martę skrzypnięcie drzwi i smuga światła, która natychmiast przesunęła się po kamiennej podłodze aż do jej stóp, dzieląc wzdłuż całą piwnicę na równe części, lustrzane odbicia.
Chwilę później smugę światła przeciął cień.
wtorek, 7 września 2010
robić wino każdy może
Trochę lepiej lub trochę gorzej.
Mgnienie oka temu aktualna była dyskusja o ujednolicaniu się winnego stylu, o obniżaniu cen i lotów - wszystko dla przeciętnego podniebienia i w oparciu o uśrednione dane. Są ludzie, którzy idą o krok dalej, i personalizują wino ubierając całą procedurę w powab demokratyzacji, by wszystko brzmiało jeszcze lepiej, jeszcze atrakcyjniej, jeszcze bardziej trendy.
Crushpad Wines robi wieeeelki skok w przyszłość i usiłuje zbudować nowy wizerunek wina, odrzeć je z mitu wielopokoleniowej tradycji, jednocześnie twierdząc, że tworzenie wina to magia i oferując aktywne uczestnictwo w tym rzucaniu uroku. Do tego zajęcia teoretyczne oraz praktyka, a jakże! Blending sessions, tasting room, riserva experience. Wszystko to służyć ma słusznej sprawie, czyli demokratyzacji produkcji wina. Bo czy nie jest dyskryminacją to, że wino robi winemaker, a porządny strażak czy urzędnik nie może sobie na taką przyjemność pozwolić, bo jest w pracy? Teraz urzędnik i strażak mogą wraz z całą rodziną, (zapewne z psem także - to dla mnie ważne!), udać się w wolnej chwili do Crushpad Winery i trochę poprzebierać, powybierać, wytłoczyć i pomieszać,, słowem - winemakerem być. To bardzo nieeuropejskie. To się mogło narodzić i przyjąć tylko w Stanach.
Dodatkowo, bazując prawdopodobnie na modelu iTunes, Crushpad stworzył kilka miesięcy temu platformę Brixr do degustacji online, chcąc złamać kolejny stereotyp, tym razem dotyczący sprzedaży wina w sieci. Butelkuje wino w tiny bottles, przypominające fiolki na krew do analizy, minimalizując koszty, które trzeba ponieść, chcąc w drodze degustacji wybrać wino celujące w gusta konkretnego konsumenta (o tiny bottles pisała już dość entuzjastycznie Jancis Robinson). Każda próbka powiązana jest z odpowiednim filmem oraz nauką o winie.
Czy tylko ja wolę otworzyć butelkę i dzielić się wrażeniami, choćby były kiepskie? I czy naprawdę nie o to chodzi, jak co komu wychodzi?
Mgnienie oka temu aktualna była dyskusja o ujednolicaniu się winnego stylu, o obniżaniu cen i lotów - wszystko dla przeciętnego podniebienia i w oparciu o uśrednione dane. Są ludzie, którzy idą o krok dalej, i personalizują wino ubierając całą procedurę w powab demokratyzacji, by wszystko brzmiało jeszcze lepiej, jeszcze atrakcyjniej, jeszcze bardziej trendy.
Crushpad Wines robi wieeeelki skok w przyszłość i usiłuje zbudować nowy wizerunek wina, odrzeć je z mitu wielopokoleniowej tradycji, jednocześnie twierdząc, że tworzenie wina to magia i oferując aktywne uczestnictwo w tym rzucaniu uroku. Do tego zajęcia teoretyczne oraz praktyka, a jakże! Blending sessions, tasting room, riserva experience. Wszystko to służyć ma słusznej sprawie, czyli demokratyzacji produkcji wina. Bo czy nie jest dyskryminacją to, że wino robi winemaker, a porządny strażak czy urzędnik nie może sobie na taką przyjemność pozwolić, bo jest w pracy? Teraz urzędnik i strażak mogą wraz z całą rodziną, (zapewne z psem także - to dla mnie ważne!), udać się w wolnej chwili do Crushpad Winery i trochę poprzebierać, powybierać, wytłoczyć i pomieszać,, słowem - winemakerem być. To bardzo nieeuropejskie. To się mogło narodzić i przyjąć tylko w Stanach.
Dodatkowo, bazując prawdopodobnie na modelu iTunes, Crushpad stworzył kilka miesięcy temu platformę Brixr do degustacji online, chcąc złamać kolejny stereotyp, tym razem dotyczący sprzedaży wina w sieci. Butelkuje wino w tiny bottles, przypominające fiolki na krew do analizy, minimalizując koszty, które trzeba ponieść, chcąc w drodze degustacji wybrać wino celujące w gusta konkretnego konsumenta (o tiny bottles pisała już dość entuzjastycznie Jancis Robinson). Każda próbka powiązana jest z odpowiednim filmem oraz nauką o winie.
Czy tylko ja wolę otworzyć butelkę i dzielić się wrażeniami, choćby były kiepskie? I czy naprawdę nie o to chodzi, jak co komu wychodzi?
Etykiety:
reklama wina,
rozwiązania,
rynek wina,
USA,
wino i marketing
niedziela, 5 września 2010
odmienne zdanie lub walka z wiatrakami
Jestem ekosceptykiem. Usilnie poszukuję miejsca, w którym przebiega granica między marketingowym wykorzystywaniem przedrostka eco-/eko-, a przejawami autentycznej troski o środowisko, bez względu na cenę. Ekoprotesty są mi obce. I raczej takie pozostaną.
Most, mający przeciąć dolinę otoczonej kultem Mozeli (ochrzczony potworem), nie jest szczytem architektonicznej finezji i pewnie wolałabym, żeby go wcale nie było. Tym niemniej dość histerycznie brzmią dla mnie stwierdzenia jednego z regionalnych producentów, że most zabije jego rieslingi, że się rozsiądzie nad całą, nietkniętą dotąd doliną, zacieni najcenniejsze parcele, o ile w ogóle będzie co zacieniać po budowie. I kiedy czytam protesty Loosena, bo o nim mowa, mam przed oczami apokaliptyczne obrazy: setki buldożerów pod wodzą kanclerz Angeli Merkel, The Mosel Killer, wdzierające się gwałtem w dziewicze lasy i niszcące wszystko, co stanie im na drodze, nie wyłączając uzbrojonych w widły, archetypicznych winogrodników. Krzyk bezbronnych kobiet, szloch osieroconych dzieci. Tymczsem ani lasy te nie są dziewicze, ani Merkel nie słynie ze strzelania sobie w stopy, choć poszanowania kultury wina z pewnością nie mogła nauczyć się w zastraszonym przez Stasi, browarem płynącym NRD.
Ten potworny most istotnie odciąży lokalne drogi i leżące przy nich winnice. Ułatwi przemieszczanie się w regionie. Wiem także, że niemieckie regulacje są jak pradawne wierzenia Majów: aby wyciąć jedno drzewo, trzeba się do niego najpierw pół roku modlić, wyprzepraszać je, upewnić się, że innego wyjścia nie ma i jakie konsekwencje będzie miał brak tego drzewa na resztę roślinności, zwierzęta i drżących ze strachu autochtonów. Trudno też o inny kraj, w którym architektura drogowa rozwija się z podobnym poszanowaniem krajobrazu, a dróg nie wyrzyna się gdzie popadnie. Do tego wszystkiego dochodzi drobny szczegół: dezycja o budowie mostu należy do władz lokalnych. Żeby most zbudować, trzeba mieć gdzie, czyli trzeba kupić grunt od kogoś, kto zgodzi się go sprzedać lub wywłaszczyć go, jeśli już zupełnie nie ma wyjścia.
Czy pan Loosen myślał o środowisku, kiedy produkował 50 tysięcy propagandowych opasek z napisem "zatrzymać most" na butelki swoich win, przeznaczone na wyjątkowej ekowrażliwości rynek brytyjski? I czy pan Loosen jeździ dorożką?
P.S. Dla poszerzenia horyzontu warto znać różne opinie, odmienne przede wszystkim.
Most, mający przeciąć dolinę otoczonej kultem Mozeli (ochrzczony potworem), nie jest szczytem architektonicznej finezji i pewnie wolałabym, żeby go wcale nie było. Tym niemniej dość histerycznie brzmią dla mnie stwierdzenia jednego z regionalnych producentów, że most zabije jego rieslingi, że się rozsiądzie nad całą, nietkniętą dotąd doliną, zacieni najcenniejsze parcele, o ile w ogóle będzie co zacieniać po budowie. I kiedy czytam protesty Loosena, bo o nim mowa, mam przed oczami apokaliptyczne obrazy: setki buldożerów pod wodzą kanclerz Angeli Merkel, The Mosel Killer, wdzierające się gwałtem w dziewicze lasy i niszcące wszystko, co stanie im na drodze, nie wyłączając uzbrojonych w widły, archetypicznych winogrodników. Krzyk bezbronnych kobiet, szloch osieroconych dzieci. Tymczsem ani lasy te nie są dziewicze, ani Merkel nie słynie ze strzelania sobie w stopy, choć poszanowania kultury wina z pewnością nie mogła nauczyć się w zastraszonym przez Stasi, browarem płynącym NRD.
Ten potworny most istotnie odciąży lokalne drogi i leżące przy nich winnice. Ułatwi przemieszczanie się w regionie. Wiem także, że niemieckie regulacje są jak pradawne wierzenia Majów: aby wyciąć jedno drzewo, trzeba się do niego najpierw pół roku modlić, wyprzepraszać je, upewnić się, że innego wyjścia nie ma i jakie konsekwencje będzie miał brak tego drzewa na resztę roślinności, zwierzęta i drżących ze strachu autochtonów. Trudno też o inny kraj, w którym architektura drogowa rozwija się z podobnym poszanowaniem krajobrazu, a dróg nie wyrzyna się gdzie popadnie. Do tego wszystkiego dochodzi drobny szczegół: dezycja o budowie mostu należy do władz lokalnych. Żeby most zbudować, trzeba mieć gdzie, czyli trzeba kupić grunt od kogoś, kto zgodzi się go sprzedać lub wywłaszczyć go, jeśli już zupełnie nie ma wyjścia.
Czy pan Loosen myślał o środowisku, kiedy produkował 50 tysięcy propagandowych opasek z napisem "zatrzymać most" na butelki swoich win, przeznaczone na wyjątkowej ekowrażliwości rynek brytyjski? I czy pan Loosen jeździ dorożką?
P.S. Dla poszerzenia horyzontu warto znać różne opinie, odmienne przede wszystkim.
czwartek, 2 września 2010
hokus pokus...
...jeśli Cię nie złapie policja, to niech Ci się te wina wytłuką. Albo niech będą korkowe! Albo niech teściowa wyrzuci, bo takie stare to pewnie zepsute:
W ten weekend w wyniku włamania do piwnicy przyszło mi rozstać sie z kilkudziesięcioma cennymi butelkami. Kilka z nich to wina trudne do kupienia w Polsce albo juz niedostępne. Wiem, ze portal ten odwiedza sporo osób zainteresowanych winem i mających kontakt z tego typu butelkami. Gdyby ktoś spotkał sie z oferta sprzedaży albo cos słyszał - bardzo proszę o informacje na tel. 607 501 058
Lista skradzionych win:
Borgogno, Barolo Classico Riserva 2001 x2
Borgogno, Barolo Liste 2001 x2
Boscarelli, Vino Nobile di Montepulciano Nocio di Boscarelli 2004
Cavallotto, Barolo Bricco Boschis 2003Cogno,
Barolo 2004
Cogno, Barolo Ravera 2005
Felsina, Chianti Classico Riserva 2006 x2
Felsina, Chianti Classico Riserva Rancia 2005 x2
Felsina, Chianti Classico Riserva Rancia 2006 x2
Felsina, Fontalloro 2001
Felsina, Vin Santo Chianti Classico 2000
Il Poggione, Brunello di Montalcino 2004
Molettieri, Taurasi Vina Cinque Querce 2003
Monsanto, Chianti Classico Riserva Il Poggio 2003
Muri-Gries, Lagrein Riserva Abtei Muri 2004
Negri, Sfursat 5 Stelle 2003
Produttori del Barbaresco, Barbaresco Riserva Paje 2001
Produttori del Barbaresco, Barbaresco Riserva Rio Sordo 2001
Rinaldi, Barolo Brunate Le Coste 2004 x2
Salis, Sforzato Canua 2002
Sandalford, Cabernet Sauvignon Margaret River 2002
Sandrone, Barolo Cannubi Boschis 2004 x2
Sandrone, Barolo Le Vigne 2004
Sant' Antonio, Amarone Selezione Antonio Castanedi 2004
St. Michael-Eppan, Pinot Nero Riserva 2006
Vajra, Barbera d'Alba Superiore 2005
Vajra, Barolo Bricco delle Viole 2003
Vajra, Barolo Bricco delle Viole 2004 x2
Podaj dalej.
W ten weekend w wyniku włamania do piwnicy przyszło mi rozstać sie z kilkudziesięcioma cennymi butelkami. Kilka z nich to wina trudne do kupienia w Polsce albo juz niedostępne. Wiem, ze portal ten odwiedza sporo osób zainteresowanych winem i mających kontakt z tego typu butelkami. Gdyby ktoś spotkał sie z oferta sprzedaży albo cos słyszał - bardzo proszę o informacje na tel. 607 501 058
Lista skradzionych win:
Borgogno, Barolo Classico Riserva 2001 x2
Borgogno, Barolo Liste 2001 x2
Boscarelli, Vino Nobile di Montepulciano Nocio di Boscarelli 2004
Cavallotto, Barolo Bricco Boschis 2003Cogno,
Barolo 2004
Cogno, Barolo Ravera 2005
Felsina, Chianti Classico Riserva 2006 x2
Felsina, Chianti Classico Riserva Rancia 2005 x2
Felsina, Chianti Classico Riserva Rancia 2006 x2
Felsina, Fontalloro 2001
Felsina, Vin Santo Chianti Classico 2000
Il Poggione, Brunello di Montalcino 2004
Molettieri, Taurasi Vina Cinque Querce 2003
Monsanto, Chianti Classico Riserva Il Poggio 2003
Muri-Gries, Lagrein Riserva Abtei Muri 2004
Negri, Sfursat 5 Stelle 2003
Produttori del Barbaresco, Barbaresco Riserva Paje 2001
Produttori del Barbaresco, Barbaresco Riserva Rio Sordo 2001
Rinaldi, Barolo Brunate Le Coste 2004 x2
Salis, Sforzato Canua 2002
Sandalford, Cabernet Sauvignon Margaret River 2002
Sandrone, Barolo Cannubi Boschis 2004 x2
Sandrone, Barolo Le Vigne 2004
Sant' Antonio, Amarone Selezione Antonio Castanedi 2004
St. Michael-Eppan, Pinot Nero Riserva 2006
Vajra, Barbera d'Alba Superiore 2005
Vajra, Barolo Bricco delle Viole 2003
Vajra, Barolo Bricco delle Viole 2004 x2
Podaj dalej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



