Jeśli kiedykolwiek miałabym
klasyfikować winorośl jako kobiecą lub męską, to uprawiane wokół Montefalco (Umbria)
sagrantino ze swą brutalną tanicznością jawiłoby mi się z pewnością silnym, zdziczałym nieco
gaucho, który w zgrzebnym odzieniu i z nożem w spracowanej dłoni przemierza smagane wiatrem patagońskie stepy. Tak archetypicznie męski, że aż rozczulający.
Uprawa
sagrantino to nieco ponad 600 ha w rękach około 40 różnych producentów - wina powstaje zatem stosunkowo niewiele,, co przekłada się na małą popularność szczepu i DOCG Sagrantino di Montefalco na świecie. Tracą producenci, bo nie docierają wszędzie, gdzie by chcieli. Tracą także światowi konsumenci, którym
sagrantino nie mówi nic albo tylko tyle, że
strasznie wykrzywia gębę. Tymczasem wina powstające w Montefalco są bardzo, bardzo różne w zależności od interpretacji tego szczepu.
Podczas podróży po środkowych Włoszech wielokrotnie słyszałam, że wina musującego z
sagrantino zrobić się nie da (tzn. teoretycznie się da, ale trzeba na głowę upaść, by się tego podjąć). W
Scacciadiavoli schodów cała masa, może więc się winiarki kiedyś potknęły, a efektem tego upadku jest naprawdę ciekawe Scacciadiavoli Spumante produkowane metodą klasyczną (85% sagrantino i 15% chardonnay; spędza w butelce 24 miesiące; zebrane winogrona nie są jeszcze dojrzałe; winifikacja na zimno). A może to sam diabeł lub inna moc nieczysta? Ostatecznie wrośnięta w region legenda głosi, że okolicę zamieszkiwał egzorcysta. Pewnego razu wezwano go do opętanej kobiety, z której miał wypędzić złe duchy. Te jednak tak mocno zżyły się z niewiastą, że nie działały na nie żadne tajemne mikstury, czary i napary. Egzorcysta zdecydował się więc na krok ostateczny: napoił kobietę winem z sagrantino. Duchom być może nie odpowiadała wysoka kwasowość i mordercze taniny. Wyprowadziły się. Okolicę natomiast nazwano Scacciadiavoli (wyciągacz diabłów).
Bajka to czy nie - winnica
Scacciadiavoli jest mroczna i daje piękne, tajemnicze wina (cała gama: od montefalco rosso, poprzez DOCG Sagrantino di Montefalco, Sagrantino Spumante, Passito, a także lekkie grechetto). A może to magiczna dłoń nieziemsko zmysłowej Liu Pambuffetti, której pakt z diabłem, na moje oko, nie jest taki znowu mało prawdopodobny...