środa, 17 listopada 2010

pijąc sauvignon z marlborough

Nie mnie decydować o celowości winnych konkursów - ostatecznie czerpię z wina plebejską przyjemność, a konkursy i punkty traktuję jako ciekawostkę. Podoba mi się jednak, jak wino degustowane w ciemno obnaża swoje wady i zalety, pozbawione broni w postaci etykiety; pozwala zmysłom w spokoju cierpieć, bezkarnie buntować się i szczerze cieszyć. Nie pozwala natomiast nastawiać się, oczekiwać, manipulować poprzeczką wymagań. To pouczające.


Takie miałam odczucia po degustacji win nominowanych do Grand Prix Magazynu Wino 2010. Choć nie mam złudzeń, że moje wybory pokryją się z opinią większości, to jednak było to dla mnie przeżycie osobiste: cava wygrywa z szampanem, polski pinot gris  miażdży nowozelandzkie sauvignon blanc, a hiszpański byk ściera w pył porządnego pessaca. Istne szaleństwo. A takie szaleństwo w rytmicznym życiu wina, gdzie granic porządku strzegą apelacje, etykiety, nazwiska wcale nie zdarza się często.

Przyjemnie było pozbawić się wzroku i po raz kolejny ze stwierdzić, jakimi jesteśmy więźniami konwenasów, punktacji i mody. Albo jacy jesteśmy wierni sobie na co dzień.

3 komentarze:

  1. No bo my, Polacy, to bardziej potrafimy demotywować niż degustować ;)
    Ja na winach się nie znam.
    Od wczoraj zostałem czytelnikiem bloga "Białe nad czerwonym" i mam nadzieję, iż ten fakt potrafi zmienić moją wspomnianą przypadłość.
    Poczytawszy trochę również Twoje wpisy, odnoszę wrażenie, że jestem po prostu nieokrzesany.
    O winach wiem tyle, że dzielą się głównie na czerwone i białe.
    Wiem również, że mi smakują.
    Wiem dużo o błogostanie w jaki może wprawić wypicie kilku lampek :)
    Przyrzekłem sobie, że w przyszły weekend za namową autora wcześniej wspomnianego blogu, kupię sobie butelkę Beaujolais Nouveau i spróbuję zauważyć doznania opisane w części pierwszej "Winnej opowieści w odcinkach" prezentowanej przez Ciebie.
    Postaram się mocno.
    Może jeszcze da się mnie uratować-okrzesać :)
    Pozdrawiam.

    PS.Podziwiam Twoja pasję.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Nawet jeśli się nie uda, to nic. Okrzesanie nie jest tu najważniejsze :)

    Dziękuję za miłe słowa.

    P.S. Czytam zapiski Clowna i podziwiam zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Degustacja w ciemno - dla mnie również bomba i świetne doświadczenie. Najchętniej tak piłbym wino, ale wtedy musiałbym odpuścić sobie przyjemność wyboru, który sam w sobie bywa nader zajmującą czynnością. Po namyśle stwierdzam, że przedkładam jednak przyjemność z picia wina nad dumanie nad etykietą.

    Z drugiej strony - warto wiedzieć, co się pije. Może więc kompromis - tak dla etykiet, ale dopiero po spróbowaniu wina :-)

    Pozdrowienia,
    Tomek

    OdpowiedzUsuń na zawsze