Dotarło do mnie ostatnio, że lada moment wino będzie musiało zmierzyć sie z poważnym wrogiem. Z tym samym, z którym teraz boryka się papieros. Ten wróg to państwo nadopiekuńcze.
Natknęłam się w sieci na informacje, które zdają się być tego zapowiedzią. Argentyńscy winiarze (żeby daleko nie szukać!), moi mistrzowie w sprzedawaniu siebie, o czym już wspominałam, już dziś mają kłopot z wydobyciem pieniędzy na promowanie swoich produktów poza granicami kraju. Jednym z argumentów w dyskusji są wszechobecne kampanie, przeciwdziałające nadmiernemu spożyciu alkoholu, zwłaszcza wśród ludzi młodych - i to właśnie to zaprząta moją głowę.
Przyznam, że mam z tym pewien problem: wino staje się przedmiotem tej dyskusji, choć zgodnie z badaniami stanowi znikomy procent używek spożywanych przez tak zwaną młodzież. To z kolei zdaje się tylko potwierdzać opinie samych winiarzy, którzy stają na głowie, by zwiększyć sprzedaż wśród ludzi poniżej 30-35 roku życia. Coś się tu nie klei, prawda? Z drugiej strony moje chłodne korzenie nie pozwalają mi założyć, ot tak, po prostu, że wino to zwykły produkt spożywczy (choć z pewnością nie jest tym samym, co papieros czy wódka).
Z powyższym na pewno ma problem trochę rodziców. Na pytanie Czym zajmuje się Twoja mama? zadane w sali pełnej ludzi podczas uroczystego pasowania na przedszkolaka, mój syn (zuch chłopak!) odparł Mama pisze i pije tempranillo. Nastała krępująca cisza. Czekam na telefon od wychowawczyni, będę jej tłumaczyć skąd mój syn wie jak się robi wino, beczki i korki.

A właściwie dlaczego argentyńscy winiarze mieliby dostawać pieniądze na promowanie swoich produktów poza granicami kraju?
OdpowiedzUsuń na zawszeBo z jednej strony mamy pretensje do państwa nadopiekuńczego, że ustanawia jakieś regulacje, próbuje chronić (lepiej lub gorzej - to inna sprawa) nieletnich i zdrowie publiczne, a z drugiej - ręka sama się wyciąga po kasę. Gdzie tu konsekwencja?
OdpowiedzUsuń na zawszeSergio Villanueva to zwykły lobbysta i, jak to lobbysta, usiłuje wpłynąć na ustawodawców, by poprawić sytuację grupy, na rzecz której działa. W tym przypadku - rolników, winogrodników (myślę, że można to porównać do dopłat rządowych, kredytów). Nie zgadzam się z nim, że wino to wyłącznie produkt spożywczy - ostatecznie można się skutecznie sponiewierać, pijąc je bez umiaru. Moją uwagę jednak zaprzątnął konkretnie argument o przeciwdziałaniu alkoholizmowi: wrzucanie do jednego wora wina, wódki z ziemniaka, piwa, tequili i pisco zbyt daleko nas chyba nie zaprowadzi. Zaczęłabym od uczenia ludzi kultury, a nie wprowadzenia tysięcy zakazów, w tym zakazu reklamy - zresztą młodzież chyba nie pije mniej dzięki takiej ochronie.
OdpowiedzUsuń na zawszeTak czy inaczej fajnie, że Sergio robi to oficjalnie, a nie przez telefon, używając zdrobnień i brzydkich wyrazów.
Z ustawy budżetowej na rok 2010, Rzeczpospolita Polska, Europa (załącznik 11), tysiące złotych:
OdpowiedzUsuń na zawsze5. Dofinansowanie lub finansowanie zadań wykonywanych na rzecz rolnictwa w zakresie: 123 921
- postępu biologicznego w produkcji roślinnej i zwierzęcej 115 750
- ochrony roślin 2 440
- rolnictwa ekologicznego 5 73
Do powyższego trzeba dodać prawie dwa miliardy dla ARiMR, która redystrybuuje sporą część tych pieniędzy do farmerów.
W powyższym nie ma w ogóle dotacji ze środków unijnych...
Wydaje mi się, że z powodu różnic światopoglądowych problem tego pana będzie dla nas niepojęty. On traktuje wino jak kartofel, podczas gdy dla nas jest to napój alkoholowy i jakiekolwiek finansowe wspieranie go wydaje się niestosowne.
OdpowiedzUsuń na zawszeSwoją drogą trąbią dziś od rana w pewnej znanej radiowej stacji o najnowszych badaniach nad używkami, chyba brytyjskich. Z badań tych wynika, że największą szkodliwość ogólną (zdrowotną, w tym fizyczną i psychiczną, a także społeczną, koszty hospitalizaji i terapii) ma alkohol. Do badań nie dotarłam, ale zakładam, że brano pod uwagę dostępność używek.
OdpowiedzUsuń na zawszeO winie zdrowiu i rozmowie pisze u na Winomania.pl Sławek Chrzczonowicz:
OdpowiedzUsuń na zawszehttp://www.winomania.pl/artykuly.php?id=293&s=1