czwartek, 7 października 2010

enonudyzm

Nie będę udawać - pewna część mnie jest winnym odmieńcem, może wręcz anarchistą. Uwielbiam plebejską, prostą radość z win za dychę (ile razy w tygodniu tęsknię za obaleniem taniego wina z kumplami z ogólniaka? kto zgadnie?), a naturalny korek chętnie zamieniłabym choćby na kapsle - jako konsument często myślę przez pryzmat własnych korzyści. Są jednak rzeczy, które nie mieszczą się w dość tolerancyjnych granicach mojego umysłu (tak, ma granice, żałuję). I o ile biodynamika to dla mnie nieszkodliwa winna homeopatia, o tyle skrajnego trendu, winnego nudyzmu, pojąć nie mogę.

Wino naturalne w zasadzie nie ma definicji. Najczęściej powstaje w niewielkich ilościach, tworzone przez organicznych bądź biodynamicznych winiarzy, ale nie posiada żadnych certyfikatów. Bynajmniej nie chodzi też o ekologię: producenci tłumaczą to potrzebą ekspresji terroir, warunków klimatycznych w regione w danym roku, indywidualizmu, wyzwolenia wina z niewoli norm i postępu. Uprawa jest więc organiczna, fermentacja swobodna i naturalna, drożdże wyłącznie autochtoniczne, żadnej manipulacji fizycznej, filtracji czy dealkoholizowania, dodawania cukru. Żadnych siarczynów - wyłącznie znikoma ilość tych, które powstają w sposób naturalny. Wino puszczone w samopas. Wyemancypowane. Jak widać świat nie kończy się na biodynamice.


Jeśli to czyjeś hobby, to nic mi do tego, mogę potraktowac naturalne wino jak dziwadło w cyrku. A gdy ktoś to sprzedaje, robię się podejrzliwa. Mam wrażenie, że to robienie kroku w tył, jakbyśmy teraz, po stuleciach postępu, znów otwierali czaszkę za pomocą młotka, by zoperować mózg. Na żywca, naturalnie..

15 komentarze:

  1. A ja jestem za i umieram z ciekawości. Chciałbym spróbować, żeby docenić kunszt winiarzy, którzy okiełznali naturalny proces fermentacji i nadali mu znamiona sztuki albo żeby przekonać się, że to wszystko jedno wielkie oszustwo bo tak naprawdę wino robi się samo. I to uczucie, że pije się napój najbliższy prymitywnemu winu, które sączył anonimowy Gruzin przed tysiącami lat. To je ono.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. No ale konkrety proszę. Jakieś faktyczne wina "naturalne" Ci się nie podobają? Czy samo hasło wywołuje nerwowy sprzeciw? Hasło - rozumiem, choć jest na tyle nieokreślone, że sprzeciw też powinien być ogólnikowy.

    W winie "naturalnym" jak wiadomo chodzi o sprawdzenie, czy sztuczne drożdże, zimna stal, enzymy, pożywki, bentonity, filtracje nie pozbawiają nas czegoś istotnego w winie. Jak uczy przykład niektórych dobrych win "naturalnych" - pozbawiają. Dlatego porównanie do młotka nie wydaje mi się trafione. Może raczej ziółka zamiast antybiotyku? Rower zamiast SUVa? Winyl zamiast CD?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Jako że Wojtek mnie uprzedził, słów kilka o rzeczonym mózgu. Niejaki Thomas Willis, w roku pańskim 1664, znajdując się pod silnym wpływem myśli Kartezjusza, napisał i wydał drukiem rozprawę pt. Cerebri Anatome, w której dowodził, iż z mózgu przez nerwy płyną tchnienia, obmyślając równocześnie dla tej teorii przyczynę chemiczną. Otóż owe tchnienia powstawały w wyniku czegoś na kształt ...fermentacji. Niespełna rok później, podczas wykładu dla szacownego grona Compagnie des Sciences et des Arts, gdy tradycja nakazywała ogłosić jakieś zdumiewające odkrycie, niejaki Niels Stensen wyznał: "Drodzy Panowie, zamiast obiecywać, że zaspokoję panów ciekawość w kwestii anatomii mózgu, wyznaję szczerze i uczciwie, że nic o nim nie wiem". cdn

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Zamiast komentarza polecam jeden z ostatnich wpisów Cory'ego Cartwrighta z jego bloga saignée poświęconego od zawsze winom "naturalnym": http://saignee.wordpress.com/2010/09/17/producers-their-wines-and-all-the-rest/

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. To już wolę taką naturalność od kojarzącej mi się z pogaństwem biodynamiki. Nie mam złudzeń co do tego, że wina obrabiane będą o niebo lepsze, podobnie jak zadbana i "podrychtowana" kobieta jest piękniejsza od tej puszczonej na żywioł. Podobnie jak Maciek chętnie bym jednak popróbował takich win właśnie po to by docenić pracę współczesnych winiarzy.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Nie ma to jak założenie, że wszystko to, czego nie spróbowałem, na pewno będzie o niebo gorsze. I tylko po to tego spróbuję, żeby potwierdzić swoje założenie. No i gorzej, kiedy taka zadbana i "podrychtowana" kobieta obudzi się obok Ciebie na ranem. Możesz przeżyć szok.
    Gwoli wyjaśnienia: spontaniczna fermentacja, rdzenne drożdże i brak pożywek czy enzymów, nie oznaczają, że wino jest śmierdzące i niepijalne. Byłeś kiedykolwiek w "piwnicy" u biodynamika czy naturalisty? Nie byłeś, ale to nie przeszkadza Ci powtarzać obiegowych opinii.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Chciałem napisać, że nieważne, jak i gdzie powstaje wino, ważny jest końcowy efekt. Ale to nie takie proste: ci, którzy winem się interesują, interesują się również aspektami jego powstawania. Dla jednych istotne może być to, że wino powstało w apelacji Margaux, a dla innych to, że winiarz stosował jakieś szczególne metody uprawy lub zabiegi przy produkcji wina. Mogę sobie wyobrazić, że istnieje miłośnik win korygowanych przy użyciu metody wirujących stożków i że dla niego nie liczy się nic poza stożkami. Gdybyśmy pozostali tylko przy samym winie, odrzucając całą jego otoczkę, byłoby to znaczne zubożenie naszego hobby. Są producenci win dziwnych, które wiele osób mogłoby uznać za zepsute lub niesmaczne, podpierających się ideologią (mówię przede wszystkim o tzw. biodynamikach). Wiem, że ich wina są komuś potrzebne i nie interesuje mnie z jakich względów - religijnych, obrzędowych czy po prostu im smakują. Na szczęście istnieje winna krytyka dostarczająca informacji o tych produktach oraz wolny rynek, który takich producentów weryfikuje.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. Wyczuwam lekkie napięcie.

    @Maciej Klimowicz: z ciekawości to rozumiem, ale mimo wszystko na codzień wolałabym dzielić wina na dobre, złe, kontrowersyjne, a nie na organiczne, biodynamiczne, naturalne, przemysłowe etc.

    @Wojtek Bońkowski: mój sprzeciw jest ogólnikowy (o ile można mówić tu w ogóle o sprzeciwie, to raczej sceptycyzm), dotyczy anarchistycznego założenia, że wino się może samo zrobić (oczywiście, może, ale czy warto? co zrobić z marną trwałością?). W sferze eksperymentu - ok, ale w sklepie z winem - zastanowiłabym się dziesięć razy czy wydać na to pieniądze tylko dlatego, że jest naturalne.

    To nie jest to samo, co wybór między zupą z organicznych pomidorów i pomidorówą instant, gdzie cena faktycznie przekłada się na jakość i wartości odżywcze - ostatecznie nie trujemy się winami produkowanymi w konwencjonalny sposób. Dlatego te naturalne wina to w mojej ocenie ślepy zaułek winiarstwa.

    @monty: każda potwora znajdzie amatora. Zgadzam się z Tobą natomiast co do tego, że powtarzana jest obiegowa opinia, jakoby biodynamicy byli zacofani i nie dbali o higienę w winnicy.

    @Andrzej Daszkiewicz: Bardzo, bardzo mi się podoba ten blog!

    @Białe nad Czerwonym: no właśnie - eksperymentalnie można. Co do win i kobiet: łatwo przesadzić z podrasowaniem. A ładne jest nie to, co ładne, lecz to, co się komuś podoba.

    @deo: z przerażeniem stwierdzam, że zgadzam się z Tobą. Ale to tylko dlatego, że Twój komentarz jest jakiś stonowany, jakbyś to nie był Ty.

    Generalnie wolałabym dzielić wina na smaczne, niesmaczne, technicznie poprawne lub nie, kontrowersyjne. I chciałabym, by w granicach rozsądku (czyli z pominięciem działań najbardziej skrajnych), ich biodynamiczność, organiczność, komercyjność i nagość miały jednak drugorzędne znaczenie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Jak to zgadzasz się ze mną, skoro ja nie zgadzam się z Tobą? Jestem jak najbardziej za tym, żeby byli producenci win biodynamicznych, naturalnych, organicznych itp. Po to, żeby była różnorodność i żeby każdy mógł wybrać, co mu odpowiada. A że ja tych win nie będę kupował (to znaczy: może będę, ale według kryterium smaku, a nie metody produkcji) to inna sprawa :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. @deo: efekt młotka jest porażający :) Tobie się tylko wydaje, że się ze mną nie zgadzasz.

    Nie napisałam, że biłabym młotkiem w głowę producentów win naturalnych. Ja tego po prostu jakoś nie kupuję. Nie jest mi to potrzebne. Nie ma pierwszorzędnego znaczenia, nie rewolucjonizuje enoświata. O.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. Deo, a gdzie jest powiedziane, że Ewa musi się zgadzać ze sobą? :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. Wprawdzie nie jestem deo, ale może podpowiem: nigdzie!

    Pozostaje mi zapewnić, że jestem zdrowa na umyśle :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  13. Powtarzasz: chcę dzielić wina na dobre, niedobre, a nie na naturalne i nienaturalne. Zręcznie pomijasz wypowiedzi sugerujące, że wina naturalne dzięki swej naturalności mogą być dobre, lepsze od innych, dobre inaczej. Ukazywać jakieś aspekty niedostępne winom technicznym. I to właśnie dzięki użytym metodom produkcji, m.in. rezygnacji z drożdżowania. Dzięki drożdżom rdzennym wina mają mieć bardziej złożone bukiety, więcej mineralności. A wedle niektórych teorii także mniej alkoholu. To są konkrety, podobnie jak butelki Zind-Humbrecht, Radikon czy COS, ukazujące ten dodatkowy wymiar. Co to ma wspólnego z młotkiem?
    Generalnie rozumiem, że wpisujesz się w dyskurs twierdzący, że biodynamiczność win biodynamicznych nie ma żadnego pozytywnego wpływu na ich smak. Może generować tylko wady. Jeśli wino jest dobre, to wbrew swojej biodynamiczności. Winiarz, który twierdzi, że wysoką jakość osiąga dzięki uprawie biodynamicznej, jest idiotą. Tyle że jeśli jest idiotą, w jaki sposób udaje mu się zrobić dobre wino? Przypadkiem?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  14. Tak, powtarzam, ponieważ takie jest moje zdanie. Ten podział z punktu widzenia konsumenta jest słuszna, prawda? Czy zręcznie pomijam wypowiedzi, o których mówisz? Być może, ale jedynym powodem jest to, co napisałam powyżej.

    Powtórzę raz jeszcze: gdybym miała kierować się przy decyzji o kupnie wina (jako konsument!) metodą jego produkcji, to wino naturalne kupiłabym raz,
    z ciekawości jak smakuje trunek, któremu nie przeszkadza się ani w winnicy, ani w piwnicy (choć nadal uważałabym to za krok w tył). A dalej kupowałabym je bądź nie, w zależności od tego czy byłoby dobre, czy nie.

    Co do biodynamiki: nie, źle mnie zrozumiałeś. Nie wiem czy to wpływ biodynamiki czy nie, reguły krowiego rogu nie przemawiają do mnie, ale bynajmniej nie zapominam, że Steiner był wykształconym człowiekiem :) Nigdzie też nie obrzuciłam inwektywami winiarzy biodynamicznych :/ Żadnymi i żadnych :/

    Na marginesie, odnoszę wrażenie, że się mijamy z jednej tylko przyczyny: ja mówię głosem skażonego konsumpcjonizmem hedonisty. Ty natomiast przez pryzmat specjalności, w której poruszasz się na codzień. Myślę, że trudno nam będzie spotkać się,
    chyba że przy jakiejś kontrowersyjnej butelce, ale i wtedy będziemy raczej mówić o różnych rzeczach :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  15. Na podlinkowanym blogu Saignee jest zdanie, które trafia w sedno: After all, winemaking is a gesture — an action, an event — of human design. And after all, wine is made for human consumption.

    OdpowiedzUsuń na zawsze