poniedziałek, 21 czerwca 2010

Sud de France; degustacja synchroniczna

W degustacji synchronicznej z okazji 4 urodzin Sud de France udział wzięły wina specjalnie, dwuetapowo wyselekcjonowane: najpierw w drodze degustacji w ciemno, a następnie poprzez losowanie z kapelusza 5 etykiet z tych wszystkich, które ocalały z pierwszego etapu - nie ma więc wątpliwości, że przestrzeń na przypadek ograniczono do minimum. Tym niemniej uważam, że to świetna wizytówka regionu, esencja Langwedocji-Rousillon.


W rolach głównych:
  • czerwone Vin de Pays d'OC Domaine Dromadaire 30670 Cuvée 2006 - wino z niespodzianką w postaci mrocznego, czarnego korka, który mnie się kojarzył z jakimś perwersyjnym lateksowym czy skórzanym wdziankiem, ewentualnie ze zwiniętym w kłębek paskiem rozrządu; szachownica na etykiecie (nie wiem skąd u mnie skojarzenie z Tworkami Marka Bieńczyka... tam przecież nie ma szachownicy). Atakuje nutami piwnicznymi, leśnymi, oliwkowymi. Dalaj kawalkada wszystkiego, co las zrodził: jeżyny, jagody i jakieś zagubione, zdziczałe wiśnie. Zrównoważone o delikatnych taninach i średniej budowie. Niby wszystko na miejscu, ale niczym mnie to wino nie zachwyciło. Ot, takie jakieś. Podobnych jest sporo i nie trzeba po nie jechać do Aigues-Vives (dostępne wyłącznie u producenta; nazwa wina to kod pocztowy Aigues-Vives)
  • słodkie i wzmocnione AOC Muscat de Frontignan Mas de Madame Cuvée 2006 - to bardzo dobry muscat. Gęsty, lepki, likierowy. Nieprzyzwoicie słodki, cytrusowy, ale też nie pozbawiony melonowej świeżości. Na bogato. Wyobrażam sobie je tylko solo.

  • białe Vin de Pays d'OC Cigalus Cuvée 2008; w tym winie jest wszystko: krągłość i cielistość viognier, świeżość i owocowość chardonnay; szczypta egzotycznych przypraw - goździki, cynamon, wanilia i brązowy cukier i przyjemne chlebowe nuty. Na dłuższą metę męczące dla tych, którzy nie lubią beczkowego chardonnay, ale ma w sobie coś uzależniającego - chyba to, że z każdym łykiem odnajduje się w tym winie kolejną smakową płaszczyznę. Pachnie obłędnie! Można je wdychać i wdychać, bez przerwy, a i tak nie ma się dosyć.
  • różowe OC Côtes de Rousillon Fruite Catalan - pod różowym celofanikiem z białym motylkiem kryje sie różowy korek w czarne motylki. Etykieta nowoczesna, przezroczysta, nie wywołująca, przynajmniej we mnie, pozytywnych emocji. I wszędzie te motyle (na stronie producenta zamiast kursora na ekranie fruwa motyl)! Żałuję, że w butelce też ich nie znalazłam: brak trochę temu winu charakterystycznej świeżosci i lekkości bytu, których szukam w rosé w letnie popołudnia; jest jednak zaskakująco długie, owocowe.  
  • musujący Crémant de Limoux Grande Cuvée 1531, Sieur d'Arques; kapciowyrywacz; językopodszczypywacz; drobnobąbelkowiec; jabłko, cynamon, goździki, brzoskwinie i cytrusy rozpieszczają do nieprzytomności. Bąble szczypią w język, sprawiając lekki ból.  Zapach delikatny subtelny, świeży - takie wino chciałabym pić całe lato. Trudno odessać sie od butelki nie wysuszywszy jej doszczętnie z tej soczystej pikanterii.
    Więcej not degustacyjnych z kilku stron świata na eventowym portalu. Do ich lektury zachęcam.

    Pyszna esencja. Ciekawe czy Sud de France z podobną pompą uczci swoje pięciolecie?

    13 komentarze:

    1. Bardzo pouczające. Wypisałem aromaty identyfikowane w jednym z win przez 9 uczestników "eventu". Oto one:
      1. leśne owoce
      2. dym, pył drewna, świeży dywan (?), mniej owoców
      3. ostry z dominacją przypraw
      4. piwnica, las, oliwki, leśne owoce
      5. ciemna śliwka, czereśnia
      6. zmywacz do paznokci
      7. ziołowe
      8. garrigue, zielone zioła,dżem śliwkowy/wiśniowy, tapenada, balsamiczny dąb
      9. dojrzała porzeczka i morwa, fetor trzciny cukrowej.
      Ciekawe, czego dowodzą aż tak duże różnice w odbiorze tego samego wina. Nierówne butelkowanie?

      OdpowiedzUsuń na zawsze
    2. Secret SommelierJun 21, 2010 05:21 AM

      Sądzę, że to mieszanina lewitacji, subiektywności w odbiorze oraz różnych temperatur spożycia.

      OdpowiedzUsuń na zawsze
    3. @all: powklejane tu linki odsyłają do różnych blogów - uczestników tego winnego eksperymentu. Sprawdzone i bezpieczne.

      @deo: fjnie, że sobie zadałeś trochę trudu, żeby to zanalizować. Z zapachem problem chyba leży w tym, że winie można wyczuć nie "coś", tylko "coś jakby". To "jakby" otwiera furtkę subiektywnym odczuciom, pamięci węchowej. Inna rzecz to uwarunkowania kulturowe, ot choćby fetor trzciny cukrowej, którego ja na przykład nie znam i w naszym rejonie geograficznym znajomość tych nut nie jest oczywista. Podobnie z mokrym dywanem - przyznam, ze nie wąchałam, ale może wiele tracę :) Może wszyscy to robią, tylko nikt o tym nie mówi? :)

      Poza tym nie bez znaczenia jest to, o czym napisał Secret Sommelier: różnice temperatur, subiektywizm i językowa elastyczność - to wszystko składa się na opinię o winie.

      @Secret Sommelier: no właśnie :)

      OdpowiedzUsuń na zawsze
    4. Dałaś mi do myślenia. Nie o tym eksperymencie, ale o winnej krytyce w ogóle. Argument o różnych temperaturach wina odrzucam, bo to przecież winny elementarz i należy ufać, że winni blogerzy ten poziom mają już dawno za sobą. Ale subiektywność odczuć aromatycznych i to nie tylko w tym amatorskim eksperymencie, ale też u zawodowych krytyków prowadzi do tak różnych opisów, ze można mieć wątpliwości, czy mowa jest wciąż o tym samym winie. Od dawna myślę, a ten "event" dodatkowo utwierdza mnie w przekonaniu, że tradycyjna szkoła degustacji, kładąca nacisk niemal wyłącznie na identyfikowanie aromatów w winie, jest błędna. Bo skoro degustatorzy nie mogą się zgodzić co do tego, czy wino pachnie ziołami, zmywaczem do paznokci czy owocami, to po co jeszcze szczegółowo identyfikować "dojrzałe czereśnie" czy mało komu znaną morwę? Czy jest w ogóle sens o tym pisać? Mówię oczywiście o schematycznych, porównawczych degustacjach, bo tak w ogóle to o winie trzeba pisać tak, jak kto chce i potrafi :-)

      OdpowiedzUsuń na zawsze
    5. Secret SommelierJun 22, 2010 04:25 AM

      @deo: co do temperatur, to sie nie zgodze. Ja na przyklad wino pije wylacznie bardzo zimne, jesli za malo w nim czuc, to czekam az sie w kieliszku ogrzeje. Mroze kazde wino, bo tak lubie.
      Co do lewitatorskich opisow, to zwykle je pomijam (obok rekomendowanej temperatury spozycia i polecanych zestawach smakowych). Wino to przygoda i niech tak zostanie. Czasem wykrzykne, jeśli coś mnie kopnie po receptorach niespodziewanie, ale to mi wystarczy.
      Pewnie dlatego, że pijąc wino, lubię myśleć. Przeważnie o czymś innym, niż wino.

      OdpowiedzUsuń na zawsze