Reklama dźwignią handlu, a seks dźwignią reklamy, choć nie wszystkim się to podoba. Erotyki pełno na rynku samochodowym, wyziera też z reklam materiałów budowlanych i zabawek (znacie tą reklamę? widzicie na niej matchboxa?) i wylewa się z butelek. Co zrobić, by sprzedać wino komuś, kto nie ma o nim zielonego pojęcia? Co zrobić, by stuprocentowo wykorzystać 38 sekund, decydujących o wyborze konkretnego produktu? Odpowiedź jest banalnie prosta.
Przypadki użycia mnożą się głównie na rynku amerykańskim. Kalifornijski producent wina reklamuje się już samą nazwą (która, nota bene, zdyskwalifikuje go w oczach innych konsumentów). Erotic Cellars piszą o sobie na stronie internetowej zupełnie bez ogródek, przedstawiając się jako sprzedawcy zabutelkowanego, kalifornijskiego stylu życia. Cóż to za styl? To styl ociekający seksem, to alkohol przełamujący bariery, ułatwiający dostęp do wszystkiego, co zarezerwowane dla dorosłych. To kalifornijskie wino, które działa rozbrajająco nawet na bibliotekarki! Wspaniałomyślni Erotic Cellars dzielą się z szanownym konsumentem tym stylem życia, oferując trzy (tak, aż trzy!) wina, pod tak sugestywnymi, jak wdzięcznymi nazwami: Chardonnay Forplay (15$/butelka), Cabernet Sauvignon The Strip (19$/butelka) oraz bliżej nieokreślonego rodowodu wino czerwone Barrel 69 (17$/butelka).
Zawsze byłam zdania, że etykieta mówi. W przypadku Erotic Cellars wręcz wrzeszczy! Mnie kojarzą się z ilustracjami do Kamasutry i zgaduję, że takie było zamierzenie działu marketingu. Być może w butelkach jest niezłe chardonnay, być może powalający cabernet, być może to wszystko warte jest 50 pln za sztukę (i więcej). To jednak nieistotne. Wino w tych butelkach jest dla konsumenta tym, czym dla łysego grzebień.


Co właściwie ma wspólnego z seksem nazwa "Beczka nr 69"?
OdpowiedzUsuń na zawszeJednoczesne fellatio i cunnulingus, zapewne.
OdpowiedzUsuń na zawsze@Anonim: no to już wiesz.
OdpowiedzUsuń na zawsze@Truskawkowa Pryta: wielkie merci! Kiepska jestem w języku technikaliów. A przytoczone wina są dla mnie jak ciekawe zwierze w zoo: popatrzeć mogę, pogłaskać - niekoniecznie:)
Aha, czyli beczka z numerem oznacza jakieś szczególne techniki. A co by to było "Beczka nr 44"?
OdpowiedzUsuń na zawszeTo jakaś odmiana gerontofilii, myślę, czterdzieści i cztery to postać z Dziadów.
OdpowiedzUsuń na zawszeTo zaczyna mieć jakiś sens. "Beczka nr 12" - seks z księdzem?
OdpowiedzUsuń na zawszeTo teraz może byśmy tak o winie pogadali? Bo mi już filtr rodzinny blokuje bloga, a zaraz będę miała na pieńku z Watykanem.
OdpowiedzUsuń na zawsze4 males, horny blonde, sexy brunette and a dog, czyli beczka nr 102.
OdpowiedzUsuń na zawszeZaraz będziesz miała na pieńku nie tylko z Watykanem, ale i z feministkami. I wojownikami o prawa zwierząt. I z blondynkami :-) p/
OdpowiedzUsuń na zawsze@Truskawkowa Pryta: na etykiete byłby pewnie czołg?
OdpowiedzUsuń na zawsze@Anonim: nie wiem, co byłoby gorsze :)
Dość tej obsceny. Teraz o winach i etykietach!
Nie bij, za co? Przecież wszystkie komentarze dotyczą wina i etykiet.
OdpowiedzUsuń na zawszeNa etykiecie "Barrel 102" widzę radziecką sanitariuszkę obejmującą lufę czołgu. O "12" się nie wypowiadam, bo był zakaz. "Barrel nr 7" - 7 pań dookoła masztu?