Huk ogłuszył go na moment. Ostatnie wypowiedziane przez niego słowa zdawały się wsiąkać w echo wystrzału tak, jak wino ze stłuczonego kieliszka wsiąkało w miękki dywan pod niepewnymi stopami, a metaliczny posmak krwi mieszał się ze słonawym śladem jej ust i oleistością karminowej szminki. Chwiał się. Otępiały bardziej z zaskoczenia niż z bólu czy świadomości nieuniknionego już końca, spojrzał w jej zimne, puste oczy usiłując znaleźć w nich chociaż ślad żalu. Na próżno.
Pochłonięta całkowicie przeżywaniem rozkosznego ciepła sączącego się z jego otwartej piersi wytarła resztki stygnącej krwi z własnych ust. Nie oderwawszy od niego wzroku nawet na moment, bezbłędnie, choć przecież po omacku, odgadła położenie kieliszka na stole, chwyciła go i sprawnym, kocim niemal gestem wprawiła w ruch, uwalniając krystaliczne, źródlane nuty z wnętrza naczynia. Mieszanka zapachu kończącego się życia, zimnego rieslinga i gryząca woń siarki sprawiła, że na jej twarzy pojawił się grymas spełnienia pomieszanego z zepsuciem i pogardą. Czujność nie pozwoliła jej przymknąć oczu w zapomnieniu.
cdn.

Też klasa. Ale tak nigdy nie miałem. Nawet po Pepsi Max.
OdpowiedzUsuń na zawsze@rurale: polecam więc meyerowego rieslinga po dwóch dniach abstynencji totalnej i żywienia sie septolete z apapem. Działa. Jak widać :)
OdpowiedzUsuń na zawszePozdrawiam!
Naiwne pytanie: A z lekami można łączyć?
OdpowiedzUsuń na zawsze@sstar: pewnie można, ale to bez sensu. Agresywne nuty septolete zdominują każde wino.
OdpowiedzUsuń na zawszeA co? Choryś? Bo jakoś tak nie spamujesz... :P
pozdrowienia od denata z zaświatów. kurde, ale mnie kropnęła, no.
OdpowiedzUsuń na zawszeAle co? Ona go tak załatwiła bez buzi? Bezduszna. p/
OdpowiedzUsuń na zawsze@Mąż: skąd myśl, że Ciebie? Mężów nie warto zabijać, bo się później idzie siedzieć jak za człowieka.
OdpowiedzUsuń na zawsze@p/: Właśnie że kulturalnie i z buziakiem na dobranoc.
A skąd zapach siarki? z tego rieslinga?
OdpowiedzUsuń na zawsze@deo: no przecież nie z piekła. Zapach siarki może tu mieć podwójne źródło: wino i wystrzał.
OdpowiedzUsuń na zawszeWystrzał raczej nie, chyba żeby ktoś kolekcjonował starą broń, ale nabicie czegoś takiego i odpalenie nie byłoby łatwe. Pozostaje więc wino. A mówi się, że biodynamicy mało siarkują :-)
OdpowiedzUsuń na zawsze@deo: Brawo, Sherlocku! Morderczynią była kolekcjonerka starej broni, fanka biodynamicznych win :)
OdpowiedzUsuń na zawszeHaha, zaraz odgadnę całą fabułę :-) Kobieta była miłośniczką starej broni bo miała obsesję na punkcie zapachu palonej siarki. Medycyna zna takie przypadki, pierwszą zdiagnozowaną sulphurofilię stwierdzono w Niemczech w połowie XIX wieku u pewnego rzeźnika z Trewiru, który codziennie kompulsywnie strzelał na wiwat z małej armatki. Zmarł ugodzony w ciemię własnoręcznie wystrzeloną kulą.
OdpowiedzUsuń na zawszeBroń czarnoprochowa to świetne narzędzie zbrodni w Polsce. Praktycznie legalna (tj. legalne są jednostki wyprodukowane przed 1850 rokiem oraz ich repliki), czyli mogl byc to Colt Navy 1851 (to nie pomylka, model 1851 zostal wyprodukowany faktycznie w 1849 roku i pod ustawe sie lapie). Piękna, sześciostrzałowa czterdziestka czwórka, wygladajaca na rekwizyt teatralny, potrafi z arbuza zrobić czerwonozielony koktajl rozbryźnięty równomiernie na wszystkich sześciu płaszczyznach pomieszczenia - jedną kulą.
OdpowiedzUsuń na zawsze