wtorek, 8 czerwca 2010

2; Riesling 2008, Julien Meyer

Huk ogłuszył go na moment. Ostatnie wypowiedziane przez niego słowa zdawały się wsiąkać w echo wystrzału tak, jak wino ze stłuczonego kieliszka wsiąkało w miękki dywan pod niepewnymi stopami, a metaliczny posmak krwi mieszał się ze słonawym śladem jej ust i oleistością karminowej szminki. Chwiał się. Otępiały bardziej z zaskoczenia niż z bólu czy świadomości nieuniknionego już końca, spojrzał w jej zimne, puste oczy usiłując znaleźć w nich chociaż ślad żalu. Na próżno.


Pochłonięta całkowicie przeżywaniem rozkosznego ciepła sączącego się z jego otwartej piersi wytarła resztki stygnącej krwi z własnych ust. Nie oderwawszy od niego wzroku nawet na moment, bezbłędnie, choć przecież po omacku, odgadła położenie kieliszka na stole, chwyciła go i sprawnym, kocim niemal gestem wprawiła w ruch, uwalniając krystaliczne, źródlane nuty z wnętrza naczynia. Mieszanka zapachu kończącego się życia, zimnego rieslinga i gryząca woń siarki sprawiła, że na jej twarzy pojawił się grymas spełnienia pomieszanego z zepsuciem i pogardą. Czujność nie pozwoliła jej przymknąć oczu w zapomnieniu.

cdn.

13 komentarze:

  1. Też klasa. Ale tak nigdy nie miałem. Nawet po Pepsi Max.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. @rurale: polecam więc meyerowego rieslinga po dwóch dniach abstynencji totalnej i żywienia sie septolete z apapem. Działa. Jak widać :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Naiwne pytanie: A z lekami można łączyć?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. @sstar: pewnie można, ale to bez sensu. Agresywne nuty septolete zdominują każde wino.

    A co? Choryś? Bo jakoś tak nie spamujesz... :P

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. pozdrowienia od denata z zaświatów. kurde, ale mnie kropnęła, no.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Ale co? Ona go tak załatwiła bez buzi? Bezduszna. p/

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. @Mąż: skąd myśl, że Ciebie? Mężów nie warto zabijać, bo się później idzie siedzieć jak za człowieka.
    @p/: Właśnie że kulturalnie i z buziakiem na dobranoc.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. A skąd zapach siarki? z tego rieslinga?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. @deo: no przecież nie z piekła. Zapach siarki może tu mieć podwójne źródło: wino i wystrzał.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. Wystrzał raczej nie, chyba żeby ktoś kolekcjonował starą broń, ale nabicie czegoś takiego i odpalenie nie byłoby łatwe. Pozostaje więc wino. A mówi się, że biodynamicy mało siarkują :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. @deo: Brawo, Sherlocku! Morderczynią była kolekcjonerka starej broni, fanka biodynamicznych win :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. Haha, zaraz odgadnę całą fabułę :-) Kobieta była miłośniczką starej broni bo miała obsesję na punkcie zapachu palonej siarki. Medycyna zna takie przypadki, pierwszą zdiagnozowaną sulphurofilię stwierdzono w Niemczech w połowie XIX wieku u pewnego rzeźnika z Trewiru, który codziennie kompulsywnie strzelał na wiwat z małej armatki. Zmarł ugodzony w ciemię własnoręcznie wystrzeloną kulą.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  13. Secret SommelierJun 10, 2010 02:35 PM

    Broń czarnoprochowa to świetne narzędzie zbrodni w Polsce. Praktycznie legalna (tj. legalne są jednostki wyprodukowane przed 1850 rokiem oraz ich repliki), czyli mogl byc to Colt Navy 1851 (to nie pomylka, model 1851 zostal wyprodukowany faktycznie w 1849 roku i pod ustawe sie lapie). Piękna, sześciostrzałowa czterdziestka czwórka, wygladajaca na rekwizyt teatralny, potrafi z arbuza zrobić czerwonozielony koktajl rozbryźnięty równomiernie na wszystkich sześciu płaszczyznach pomieszczenia - jedną kulą.

    OdpowiedzUsuń na zawsze