Jest lato, czas deptaków, romansów, piasku w butach i majtkach, zbyt wielu lampek wina w bezpretensjonalnych nadmorskich lokalach. Przywiało mnie do Gdańska, który uroczy jest, fotogeniczny i cudownie poniemiecki, wina tu jednak jak na lekarstwo.
Usiłowaliśmy (ja i mąż, który dzielnie wspierał mnie w tej winnej niedoli, merci!) znaleźć lokal, w którym win w karcie jest więcej niż trzy, a przy tym nie są to wyłącznie różne wariacje wokół Strumieni Jakuba. Wyguglaliśmy drżąca ręką Winiarnię Pietraszek, która przywitała nas z prawdziwie polską, znaną w szerokim świecie gościnnością:
Winiarnię Pietraszek informuję, że na Ołowiance - wysepce opodal - hotele liczą sobie za nocleg według taryfy w sezonie.
Światło pojawiło się jednak w tym okrutnie suchym tunelu. Pojawiło się, by rozbudzić w nas apetyty, zwilżyć na wiór wyschnięte podniebienia, radować serca i dodać zamaszystości krokom, a nogom - sił. I pojawiło się także, by zaraz zniknąć w oparach rozpaczy: światłu temu na imię Spiritus Sanctus - winiarnia, która nowoprzybyłym oferuje zaszczytne cmokanie klamki.
Nie znam hasła, oczywiście. Gdybym znała, nie chciałabym przebywać w miejscu, które z picia wina czyni imprezę zamkniętą, tajemną, dla wybranych. Nie widzę związku między winem i światem wykluczeń.
Kto by pomyślał, że rzeczoną winiarnię gościnny gdański prawnik otwierał z rozpaczy...
01.07.2010 edit:



Straszna bufonada z tą niezależną lożą. Może tam sie nie tylko pije wino? ;-) p/
OdpowiedzUsuń na zawszeGermańscy oprawcy z dziewkami nałożnemi zabawiają się! Bezeceństwa uprawiają, Bogu niemiłe i ludziom poćciwem niezwyczajne. To czynni szatani!! I wino w tym wszystkim, z gładkich kibici pobierają ustamy.
OdpowiedzUsuń na zawszeJak w Gdańsku to polecam... nie nie SstarWines;) Kino! Cinema Paradiso:)
OdpowiedzUsuń na zawszeTa "elytarność" i "wyklucznie" to efekt wieloletniej działalności Magazynu Wino. Bufoństwo, spa, "kamasutra" winna. Wzorce od najlepszych w kraju.
OdpowiedzUsuń na zawsze@Anonim: zdecydowanie. Jeśli ktoś chce zamkniętych spotkań przy winie, to mu za to chwała, ale nie musi na drzwiach ogłaszać, że nie wpuszcza "przypadkowych" ludzi.
OdpowiedzUsuń na zawsze@Bożydar (Bożydarze, Darzeboży): Poważnie? ;)
@Sstar: byłam! byłam w gdańskim Helikonie na nowym filmie Kolskiego, który dzięki specyficznemu zapachowi sali i atmosferze kina smakował genialnie. Polecam szczerze i Helikon i "Wenecję".
Ale atmosferę kina z pewnością najlepiej opisze mój mąż. Męęęężuuuuu!
No, trochę żem się zasromał za ten mój Gdańsk... Ale za to w 1970 na moim podwórku przy Wielkim Młynie zabili jednego. Poważnie. Peyotl
OdpowiedzUsuń na zawsze@Anonim/Peyotl: ależ ja do Gdańska nic nie mam, poza tym, że uważam to miasto za przepiękne. Nie zmienia to faktu, że owa loża to absurd.
OdpowiedzUsuń na zawszeRobię edit i dołączam kolaż z mojej gdańskiej wyprawy.
Pozdrawiam.
Kiedy to właśnie przez bucerkę z MW i im podobnych ludzie wpadają na takie pomysły jak zakaz dla "przypadkowych". Tacy to są ludzie i to jedyne co osiągnęli w edukowaniu winnym. Niestety.
OdpowiedzUsuń na zawszeNo cóż...
OdpowiedzUsuń na zawszeHelikon zaczyna się od późnogomułkowskich drzwi wahadłowych. Potem jest coraz lepiej: szacowna pani bileterka w swetrze, trzy piętra obskurnym korytarzem z graffiti Marylin Monroe i Paramount Pikczers...salka niewielka, z rozpierdzielającymi się, niewygodnymi fotelami typu "zestaw wypoczynkowy Emilia". Zapach! ach - wszystkie stare kina pachną tak samo, co mnie zdumiewa...czy to zastarzały zapach starych klisz, czy co?
A potem pani wpuszczająca do kina zasunęła stare kotary i zaterkotał projektor.
Pani Ewo,
OdpowiedzUsuń na zawszeMam prywatną sprawę, na jaki adres pisać żeby się z Panią skontaktować?
Pozdr.
P
W moim blogowym profilu jest email. Zapraszam :)
OdpowiedzUsuń na zawszepolecam edukację w zakresie działalności lóż wolnomularskich. wtedy możecie krytykować lub nie elitarność Spiritus Sanctus. pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń na zawsze