czwartek, 17 czerwca 2010

na górze róże

Jechałam ostatnio, nieco zbyt szybko, Traktem Lubelskim, kiedy spostrzegłam plakat z napisem Festiwal Win Różowych. Jakiś diabeł wcisnął mi w podłogę pedał hamulca, wrzucił wsteczny i chwilę później precyzyjnie zaparkował auto na parkingu pod sklepem nie rozjechawszy nikogo. Chyba. Festiwal to jedna półka, cztery różowe wina do wyboru, z czego trzy znałam wcześniej. Kupiłam więc Mezzek Rose (cabernet sauvignon, marvurd) i do dziś żałuję.

Nabrałam jednak takiej ochoty na róż, że skusiłam się dnia następnego na wino, które na marksowej półce wyróżniało się brokatem i błyskiem i które gdzieś już kiedyś krytykowałam; etykieta infantylna jak wyraz twarzy Barbie i róż, na widok którego Doda wydałaby z siebie przeciągłe mrrrau, a Paris Hilton piałaby z zachwytu wdziewając bieliznę w tym kolorze, tuląc ulubionego pluszaka. Ja w sumie też pewnie bym piała.


Zawartość butelki rozczarowuje: ni to wino, ni truskawkowy kompot ze szkolnej stołówki. Krótkie, mało wyraziste, bez sensu. Pachnie niczym. Trzeba mu jednak przyznać, że jest łatwe w obsłudze jak woda; bezrefleksyjne, a to bywa zaletą, kiedy się człowiek chce odmóżdżyć na łonie natury, nie dumając czy bordeaux w jego kieliszku leżało w beczce o jedną godzinę za długo; do beztroskiego wydudnienia w pełnym słońcu, w hamaku przy kartkowaniu Elle. I kiedy się je na obiad śląskie kluski z torebki.

Więcej o bezpretensjonalanym rosé, z technikaliami włącznie, można poczytać tu i tam.

A teraz zagadka: ile kosztowało to wino z dokładnością do 1 pln? Dwa strzały per łeb (z imieniem/nazwiskiem lub nickiem). Nagroda niespodzianka.

12 komentarze:

  1. Jest takie stare chińskie przysłowie, które mówi, że prawda zawsze leży pośrodku. Ale ono chyba nie zawsze sie sprawdza.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Strzelam po raz pierwszy: 19 złotych. Chociaż nie zdziwię się, jeśli kupiłaś je za mniej niż dychę :-) p/

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Albo 16,80 albo 21, ale nagroda mi się nie należy, bo ściągałem.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Nagrody są trzy:
    jedna dla deo, bo zgadł cenę właściwą - 21 pln.
    druga dla BnC, bo zgadł cenę, którą podałam mężowi :)
    trzecia dla Dodu, nagroda pocieszenia, bo 4,50 to zabawna cena.

    Możecie wybierać: frytki w Augustowie, kolacja w klimatycznym wrocłwskim lokalu o nazwie Impressa, kebab z ul.Francuskiej w Warszawie; ewentualnie mogę wam wysłać po jednej piłce do gry w golfa, bo mam akurat trzy; nagroda pocieszenia dla Dodu to bluzka (jedna!) z mojej szafy i parasolka z unijnym logo :P I długopis.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Polecam kebab z ul. Francuskiej. W Efezie lawasz z okna jest znakomity. Choć nie wiem na ile terroirystyczny:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. biedni studenci polecają kebab na placu wilsona. najlepiej smakuje o 3 w nocy :) dzieki za nagrody pocieszenia!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. to ja poproszę frytki, niekoniecznie w Augustowie

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. To ja w takim razie proszę o polecany przez Warszawian zestaw z kebabem. Nie wiem tylko, jak długo ważna jest nagroda. Jeśli przez 10 lat, to biorąc pod uwagę częstotliwość, z jaką bywam w Stolicy Mazowsza, mam szansę ją odebrać :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze