czwartek, 27 maja 2010

reklama wina: viral marketing

Gdybym, zupełnie hipotetycznie, była producentem lub importerem wina w chłodnym kraju kartofla, gdzie reklama wina jest obwarowana sięgającym nieba murem warunków (gdzie ci lobbyści?), a wino jako takie kojarzy się z dwojako - ze snobem wwąchującym się eksatycznie we wszysto, co pije lub dla odmiany ze sztajmesem, ktory nic nie wącha, lecz wszystko wlewa w gardło jeszcze pod sklepem - postawiłabym na nowoczesny, zabawny, ale i edukacyjny viral marketing.

Taki wirusowy marketing to koło, które raz wprawione w ruch, toczy się samo i znika za horyzontem. Najczęściej viral to po prostu krótki film dryfujący po bezkresnym oceanie Internetu, podawany z rąk do rąk, od skrzynki do skrzynki, rozprzestrzeniający się jak zaraza wraz ze swoim przekazem, którym może być zarówno marka, jak i charakter produktu czy wrażenia powiązane (rośnie także popularność soundbrandingu). Odpowiednio opracowany viral trafia dokładnie do tych, którzy są potencjalnie zainteresowani tematem. Jak więc sprzedać wino? Podtekstowo i/lub zabawnie.



Tu kolejny erotyczny wtręt związany z winem (choć film ma promować coś innego), przy czym, choć sugeruje przyjemności dla mężczyzny, adresowany jest także do kobiet.  Wątki fellatio są najwyraźniej lubiane przez twórców reklam:




Dla równowagi coś prawieartystycznego, bez podtekstów, choć nieco mniej wyszukanego, niż reklama szampana Piper-Heidsieck:



Emisja dwóch pierwszych reklam została w oficjalnych kanałach zakazana. A czy może się reklamie przytrafić coś lepszego, niż obklejenie etykietą brudnej, niemoralnej, kontrowersyjnej, obscenicznej lub zabawnej? Wszak youtube to potęga!

7 komentarze:

  1. Zawsze mnie zastanawiało czy takie śmieszne filmiki reklamowe, zwykle od razu banowane w rTv, to jeszcze reklama czy może już coś z pogranicza sztuki wizualnej. Taka reklama spełnia wciąż funkcje promujące? Pani od wypluwania doprawdy słodka! p/

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Filmiki rzeczywiście zabawne. Mam jednak wątpliwość, czy chciałabyś, żeby hipotetycznie tworzone przez Ciebie wino było kojarzone z reklamą odwołującą się do niskich instynktów. To jest dobre dla masowych produktów (jak Cin-Cin, Deinhardt czy Carlo Rossi), ale dla porządnego wina chyba nie za bardzo. Nawiasem mówiąc sytuacja polskiego winiarstwa jest teraz dość komfortowa: producenci, którzy przeszli przez urzędniczą gehennę i mogą wprowadzać wino na rynek sprzedają co chcą i za ile chcą, nawet jeśli to ma taką haniebną jakość jak Zbrodzice, więc reklama, obojętne czy wirusowa czy bakteryjna, jest im na razie zbędna.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. @p/&deo: te filmy to tylko przykłady skutecznego viralu, które wykopałam na yt. Równie dobrze viralem mogłyby być filmiki ze sstarwines (choćby Maski Degustatorów Twojego autorstwa, o wybitnym dziele moim i męża nie wspomnę :P). Poza tym z reklamą to trochę tak jest, że się odwołuje do niższych instynktów: w przypadku taniego setu win może to być seks (jak w przypadku Pani od wypluwania), a w przypadku czegoś bardziej selektywnego - seks, ale bardziej zawoalowany (tak jest w przypadku Piper-Heidsieck) albo odwołanie się do potrzeby bycia wyjątkowym (celebryci w reklamach, choćby Scarlett w przypadku Moeta). Jaki produkt, taki viral - chciałoby się rzec.

    Co do uwarunkowań na rynku polskim - oczywiście masz rację, deo. Ale oprócz producentów są jeszcze importerzy.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. No właśnie z tym mi się trudno zgodzić, że zawsze czynnikiem oddziałującym na pod- i świadomość odbiorcy reklamy wina musi być seks, bo nie lubię kojarzenia wina z seksem. Myślę, że ten powszechny schemat: wino - kolacja we dwoje - świece, nastrój itp - finał w łóżku (albo na podłodze, w wannie... whatever) jest dla wina krzywdzący i sprowadza je do prymitywnej roli środka przełamującego opory w relacjach interpersonalnych. Poza tym reklamy alkoholi chyba częściej korzystają ze schematu imprezy tzn sugerują, że jak kupisz butelkę jakiegoś piwa/wina/whisky/itp to od razu znajdziesz się w centrum zainteresowania wielkiej grupy ludzi, którzy też kupują ten sam produkt. Więc raczej nie seks, ale przyjaźń, też fajny powód żeby kupić flaszkę :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Oczywiście, tak się utarło, że alkohol to rozrywka, rozrywka to impreza, impreza to zabawa, zabawa to seks, seks to dwoje ludzi (czasem więcej, wiem). Chodzi cały czas o potrzeby - potrzebę przyjaźni, bycia w centrum uwagi, znalezienia ekstra laski itp. Seks jest tu tylko symbolem, przykładem łatwo przyswajalnym.

    Zresztą dawno o seksie nie było i postanowiłam nadrobić :D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Mała poprawka do fragmentu: "seks to dwoje ludzi (czasem więcej, wiem)" - czasem też mniej (nie wspominając o tym, że mogą to być nie tylko ludzie). Z resztą się zgadzam.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Chyba nie będę się zapuszczać w gąszcz skomplikowanych tematów relacyjno-cielesnych na tym, bądź co bądź, kulturalnym blogu :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze