Wino to przyjemny bodziec dla mojej skomplikowanej węchowej pamięci. Niejednokrotnie zdarza się, że rozpoznaję w bukiecie wina jeden wątły kwiatek, który staje się dla mnie symbolem beztroski (i naiwności, a jakże!) dzieciństwa. Czuję się wtedy tak, jakbym niebyt dyskretnie kartkowała czyjść durny dziennik pełen mitów i mdłej szczęśliwości. Nie szukam tych reliktów - to one mnie odnajdują, zaskakują zawsze tak samo i pozostają ze mną, choćbym ich nie chciała.
Nieczęsto piję wina słodkie, ale jeśli już mam na nie molodię, mogę wypić sama choćby całą butelkę. Moscatel de Valencia nie jest wyjątkiem: łączy w sobie cytrusy, agrest i miód, a te nieodłącznie kojarzą mi się z domem dziadka i leniwymi popołudniami, kiedy wymęczona własną wyobraźnią zasiadałam przy białym kuchennym stole, sącząc wodę z miodem i cytryną. To niezawodna babcina metoda na zabicie mojego dziecięcego pragnienia - tego samego, które, dziś dorosłe, gaszę winem.
Wino (Marks&Spencer, 21 dobrze wydanych złotych) jest lepkie, pachnie upalnym latem, ulem, pszczołami. Zabójczo słodkie, ale i świeże, będę więc musiała zweryfikować swoją mydlaną definicję muskatów. Zwykłe wino, a powoduje lawinę dobrych wspomnień. Czy jestem odmieńcem?
Da igual.
28.04.2010: w kontekście komentarzy, żeby ułatwić zapamiętanie tego, czego kupować nie należy (choć mąż nie pozwolił wylać, może podobno zostać dla mamusi):


O słodkich winach sporo ludzi mówi to samo: że nie można się od nich odessać. Ja nie lubię słodkich, bo trudno je sparować (poza deserami), a moja filozofia jest taka, że wino musi uzupełniać posiłek albo odwrotnie. A taki moscatel z czym podać, poza ciastkiem, melonem czy innym klejącym podwieczorkiem?
OdpowiedzUsuń na zawszep/
Desery to nie tylko cukier. Jest jeszcze tarta cytrynowa, szynka z melonem, rolmopsy.
OdpowiedzUsuń na zawszeNie zapominajmy oczywiście o serach. Sery nie byłyby szczęśliwe, ze je się pomija. Sauternes i Roquefort, mniam! :)
OdpowiedzUsuń na zawszeAle ja słodkie, jeśli pijam (bo robię do rzadko), to z reguły solo. Delektując się samym winem, a nie szukając połączeń.
Zachęciłaś mnie tym wpisem - zastanawiałem się, co kupić, i już wiem :)
@p/: ja deserowe uznaję raczej pite solo.
OdpowiedzUsuń na zawsze@deo: a rolmopsy to z czym?
@Mateusz Papiernik: czemu tak rzadko pijesz słodkie?
Muszę od razu przestrzec przed kerfurowym moscatelem - to jakiś horror. Przy okazji wkleję etykietę. Myślę o stworzeniu galeri pt.: Tych win nie pijemy (tak, wzorem jest galeria: tych klientów nie obsługujemy). W każdym razie etykieta jest śliczna, w brązowe i kremowe esy-floresy, zachęcająca. Cena 22 pln, ale mniejszym szokiem dla zmysłów będzie po prostu wyrzucenie powyższej kwoty do kosza na śmieci/sedesu/kapelusza ulicznego grajka.
@Ewa Rybak: trudno powiedzieć, moje kubki smakowe po prostu nie robią przy słodkich winach ochów i achów :) Aczkolwiek nie zapieram się kategorycznie i wciąż próbuję nowych smaków. Na półeczce leży zakupiony niedawno, eksperymentalnie, Eiswein pochodzący z ... Gruzji.
OdpowiedzUsuń na zawszeSłodkie wina kojarzą mi się głównie - swoją 'atmosferą' - z zimą, kiedy to w chłodne ponure wieczory powinny tym bardziej mi przypasować. Tymczasem podobnie jak w przypadku słodkich likierów bądź nalewek, zdecydowanie sięgałem po trunki wytrawne. Dużo częściej spędzałem wieczór przy z lekka korzennych rodańczykach, lub shirazach, niż słodkich winach. Tyle, że to u mnie bardziej kwestia "słodkie", niż "słodkie wino" - nie umiem swoich preferencji skierować na jakiekolwiek ułomności w winach słodkich. (Jeszcze) nie mój kubek herbaty, po prostu.
Ale! Jak sama piszesz, wiosna i lato również mogą się kojarzyć ze słodkim, więc na pewno nieraz jeszcze dam im szansę i spróbuję znaleźć swoją niszę i w tym gatunku :) Są zbyt smaczne, żeby nie dawać im szansy. :)
Na pewno uniknę kerfurowego moscatela, dzięki ;) Ja ostrzegać coprawda nie będę, bo wino było w porządku, ale jakby ktoś szukał Sauternes, to da się ulokować pieniążki zdecydowanie lepiej niż w Mouton Cadet 2007. Choć... nie, będę ostrzegał - tyle, że nie przed słodkim. Montepulciano d'Abruzzo z Lidla SSIE KOMPLETNIE, niewypijalne :< Gorąco popieram pomysł stworzenia takiej galerii! :)
@Ewa Rybak: Dzięki za ostrzeżenie raz jeszcze! Tak się złożyło, że akurat dzisiaj byłem w kerfurze. Gdybyś napisała ten wpis parę dni później, możliwe, że ów kerfurowy moscatel leżałby na półce - wyglądał całkiem sensownie, pośród całej gamy innych. :D Tymczasem zanabyłem alzackiego Gewurtzraminera i ... podejrzanie tanie Chateauneuf-du-Pape za 69zł (!?). Zobaczymy co to warte - strach się bać.
OdpowiedzUsuń na zawsze@Mateusz: cieszę się, że kogoś moje ostrzeżenia uchroniły przed murowanym podniebiennym wstrząsem. Zrobiłam edit, wrzuciłam zdjęcie flaszki, żeby nikogo innego nie podkusiło.
OdpowiedzUsuń na zawszeTen gewurz jest...dziwny. powiedzialbym, ze przejrzaly. nie dalismy rady, ale po skupażowaniu z biala, wytrawna tcherga wyszla wypisz-wymaluj Vina Esmeralda od Torresa.
OdpowiedzUsuń na zawsze@Ewa Rybak: oooo to ten ten ten dokładnie ten! Moje podniebienie uratowane! :)
OdpowiedzUsuń na zawsze@mąż: o. no zobaczymy, mam plan w sobotę do obiadu wyczaić, co sobą zaprezentuje. traktuję to jako ... taką tam próbę, daleko mi do wyrobienia sobie opinii o szczepie po jednej flaszce z kerfura. dam znać, co moje podniebienie powiedziało :) dzięki!
żeby nie było, też daję fotkę: http://dl.dropbox.com/u/411992/gewurz.jpg
Jestem po spożyciu. Chateauneuf-du-Pape podpisane jako "Chanteroc" z 2006 roku, w kerfurze za 69zł. Opinia Ewy o Moscatelu, że nadaje się do mycia sedesu, była bardzo łagodna. TO NIE NADAJE SIĘ DO NICZEGO! A sama myśl, że wydałem na to 7 dych aż kłuje w mostku. KOSZMAR. Płaskie, jednowymiarowe, odrobinę wiśni można było poczuć po solidnym zakręceniu kieliszkiem i od razu uciekała - do tego mocno przedębowane, krótkie i nieatrakcyjne. Ja wiem, CdP to apelacja w której nie powinno się szukać win poniżej 100PLN... utwierdziłem się właśnie w przekonaniu. Ewa, jakbyś kiedykolwiek robiła galerię win z serii "nie kupować", gorąco proszę o dodanie...
OdpowiedzUsuń na zawszeBleh...
Serce się kraje, kiedy się patrzy na te drogie flaszki, które w kerfurze zalegają na niemiłosiernie rozgrzanych półkach.
OdpowiedzUsuń na zawsze@Mateusz: W wolnej chwili podeślij mi, proszę, jakieś zdjęcie tej flaszki. Zrobię megakolaż (mój znak rozpoznawczy:) z winami, które omijać należy szerokim łukiem. Kontakt jest w moim profilu. Chyba :)
Nie trzymaj prosecco do truskawek. Ono świetnie czyści kubki smakowe z takich obrzydliwych winnych złogów, jak kerfurowy szatenef, którego opisałeś.
@Ewa: chyba faktycznie nie będę trzymał. Kubki smakowe oczyściłem co prawda brandy, więc Prosecco nie zostało do tego celu użyte, ale chyba faktycznie wypiję je w innych okolicznościach :)
OdpowiedzUsuń na zawszeRozgrzane półki to faktycznie żal... aczkolwiek miałem wrażenie, że hala była klimatyzowana i nie było aż tak tragiczne. Inna rzecz, że faktycznie kerfur byłby ostatnim miejscem, gdzie zdecydowałbym się kupić droższe flaszki... już to 70zł było pomyłką. :(
Fotka poszła na maila. Większa, niż ta od nas z bloga.
@mąż: przejrzały to chyba świetne określenie... czuję się, jakbym pił winogronowy soczek ze słomką. Słodkie, lepkie, mdłe. Brrr.
OdpowiedzUsuń na zawszeA ja uwielbiam moscatele z ostrymi serami z zielonym plesniowym przerostem. Po prostu bajka. Wydaje sie ze to niezbyt udane polaczenie ale .... dobry "zielony" serek z dobrym muscatelem to dla mnie kulinarny orgazm.....
OdpowiedzUsuń na zawsze