czwartek, 18 marca 2010

zen? nie zen?

Zabierając się do notki o winach Juliana Meyera, chciałam postawić się w opozycji do estetyczno-duchowych przeżyć Wojtka Bońkowskiego. Nie wiem jednak czy to możliwe.

Natura często pogrywa z ludzkim przekonaniem o wszechwiedzy i jednym, leniwym kiwnięciem palca zrzuca go z tronu świata wskazując miejsce na dywanie. Wina biodynamiczne bywają dowodem tak na kaprysy, jak na wspaniałomyślność Matki Ziemi. Do Juliena Meyera ma ona najwyraźniej niezwykłą słabość.

Wszystkie wina Meyera wypalone mają na ciele jego inicjały: kwasowość wyrazista, bezdyskusyjna wytrwność, szczególna mineralność (ale o tym więcej pisze Wojtek Bońkowski, który wina Meyera uznał za winiarski zen) i lekceważony cukier. Lekkość. Wszystkie są jesienne, pachną wilgotnymi liśćmi lub zapomnianymi jabłkami, które przed nagłą śmiercią ratuje hibernująca moc wczesnego, bezlitosnego mrozu. Te wina są przejmujące, zimne i ascetyczne jak szary i senny jest krajobraz po pierwszych przymrozkach.


Żeby jednak zupełnie nie puszczać się kredensu: jeśli spodziewasz się typowego rieslinga, nie znajdziesz go. W miejsce muskatowych mydlin Meyer podsunie Ci elegancki, kwiatowy Muscat Petite Fleur. Zamiast przesłodzonego pinot gris poda Ci mineralną, stylową, rodzynkową wersję bez cukru. Absolutnie genialny jest Pinot Blanc - wino wielowymiarowe, niekończące się, lekko maślane, którego surowość pojawia się i znika. Zapach przewrotny jak perfumy-jabłko Niny Ricci, a końcówka mrozi gardło jak woda pita z metalowego wiadra, prosto ze studni.

Warte grzechu są bukiety wszystkich rieslingów, jednak te rozczarowały mnie wątłym ciałem (to u mnie ostatnio częste; co by powiedział Freud?). Być może jednak za bardzo nastawiłam się na typowego Alzatczyka? Jedno jest pewne: trudno o tych winach pisać po prostu, bez lewitacji.

@Enoteka Polska; ceny różne (42-127 pln; dość osobliwe widełki, prawda?)

3 komentarze:

  1. Zdania na temat biodynamicznego Juliena Meyera są, na szczęście, podzielone.

    Relacja Markiza, który nie był zachwycony moim faworytem w postaci Pinot Blanc, znajduje się tu:

    http://www.sstarwines.pl/drupal-6.10/node/129

    P.S. Ja także byłam czysta podczas degustacji: nic nie piłam, nic nie paliłam, a i od dożylnych wspomagaczy się powstrzymałam!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. trudno mi komentować nie znając win, ale mam wrażenie, oparte nie tylko na twoim wpisie ale też innych komentarzach do tej degustacji, że te wina korzystają z pewnej taryfy ulgowej poprzez otoczkę, jaką wokół nich stwarza "biodymaniczny" sposób ich produkcji. Podejrzewam, że w konkurencji z normalnymi porządnymi alzackimi winami, degustowane przez szeroką publiczność, a nie garstkę zapaleńców pod duchowym przewodnictwem Wielkiego Lewitatora, i bez informacji o "bio-" sposobie ich wytwarzania, te wina by poległy. Szczerze, czy poleciłabyś któreś z tych win anonimowej osobie jako po prostu dobre i warte swojej ceny? Ja rozumiem, że w tamtej chwili, w tamtym otoczeniu one mogły zachwycić. Ale czy zachwyciły swoją jakością, czy raczej dziwaczną odmiennością i atmosferą tej degustacji?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. @Anonim: spróbuję ogarnąć wszystko.

    Ktoś w sieci napisał już, że to wina trudne (Monty? ale pewna nie jestem - nie sprawdzałam) i od tego chyba należy zacząć: trudne, dalekie od szczepowej i regionalnej sztampy; z tych przyczyn zresztą nie są także mainstreamowe i mogłyby przegrać stadną degustację wszystkiego, co alzackie. Przegrać jednak nie dlatego, że są niedoskonałe, ale dlatego, że są bardzo odmienne i nie każdemu musi to odpowiadać.

    Piszesz o taryfie ulgowej dla win biodynamicznych - może coś w tym jest. Jednak biodynamika Meyera nie polega, posłuże się cudzym tekstem, na zakopywaniu kotów o północy pod najstarszym krzakiem winorośli. On po prostu pozwala naturze robić to, co potrafi i basta. A czy w związku z tym nie należy faktycznie brać na to poprawki przy ocenie win, hmm?

    Czy poleciłabym? Tak, próbowane roczniki na pewno, ale nie wszystkim i nie wszystkie wina. Uprzedziłabym jednak, że trzeba im chwilę poświęcić, dać się przekonać. Ale poleciłabym, bynajmniej nie dlatego, że były dobre "jak na wina biodynamiczne". Były dobre po prostu. A Pinot Blanc Meyera jest moim winnym faworytem w ofercie Enoteki, najchętniej piłabym go do leniwego, późnego śniadania!

    Nie powstrzymam się przed przekazaniem Wielkiemu Lewitatorowi pomysłu na przydomek :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze