środa, 10 lutego 2010

koniec języka

Mówienie o winie jest łatwe - wystarczy dać się ponieść. Jednak zrozumiałe mówienie to sztuka znacznie trudniejsza. Krytyk i konsument są niestety jak żuraw i czapla: chodzą wciąż tą samą drogą, ale spotkać się nie mogą.

Andrzej Daszkiewicz na swoim blogu odsyła do niekonwencjonalnych metod obrazowania (dosłownie!) wrażeń winnych, którymi posługuje się Chateau Petrogasm. Dostrzegam w tym pewną prawidłowość: rozmowa o winie to rozmowa o emocjach, nie ma więc mowy o obiektywizmie. Jak więc czerpać z winnej krytyki, serwowanej przez specjalistów?

Weźmy na przykład takie określenie: wino niezwykle krągłe. Krągła dla jednych jest pięćdziesięciokilowa, wysoka blondynka, którą Rubens uznałby za wychudzoną wersję perwersji. Dalej: czerstwa czereśnia. Do diaska, domyślam się, co autor miał na myśli, ale to wciąż tylko domysły. Albo: grafitowy finisz. Tzn jaki?! Czy: smak i zapach mokrego kamienia. Zapach to jeszcze rozumiem, ale czy ktoś - poza mną - lizał kiedyś mokry kamień, hmm?


Od razu podpowiem, ze nie chcę narażać się wirtuozom winnej krytyki: sądzę, że ich opisy degustacyjne są zrozumiałe dla większości zainteresowanych, wrośniętych w winny temat smakoszy. Podobają mi się także te językowo-percepcyjne gierki, świadczące niejednokrotnie o wielkiej wyobraźni, wrażliwości i poczuciu humoru. Nie zmienia to faktu, że dla laika taka krytyka to jak chińszczyzna, jak zaklęcia wykrzykiwane przez opętańców, ogarniętych ekstatycznym szałem podczas tajemnych ceremoni ofiarnych. Czarna magia. Hermetycznie zamknięta puszka.

Zastanawia mnie, jak mówić o winie klientowi supermarketu. Co mu powiedzieć, żeby wiedział, co znajdzie w danej butelce? Okazuje się, że nawet wytrawny krytyk potrafi wybrnąć z takiego zadania. Podczas czatu ze Sławomirem Chrzczonowiczem, moderowanego przez Sstara, poprosiłam o opis jednego z ulubionych win bez użycia określeń typu nos, usta czy czerstwa czereśnia.  Narysował więc Jadis Barrala w taki sposób: Kto lubi owoce - znajdzie owoce, kto lubi kwiaty - także, kto lubi mięso i krew - również. Przy tym wszystko to nie jest osobno czy po kolei, ale w przedziwnej symbiozie i harmonii, bez zgrzytów. Tak jakby co chwila coś innego błysneło w słońcu. W ustach fenomenalna długość i w całym bogactwie spokój i harmonia.

Wiem, użył słowa usta, ale czy ten opis nie jest dalece bardziej konkretny i zrozumiały, niż (wyśmiewane przez Marka Kondrata w jednym z wywiadów, Style i Charaktery, 2/2007) teksty w stylu długi mokry nos lukrecji?

I czy prawdziwa radość nie kończy się tam, gdzie się zaczyna analiza?

9 komentarze:

  1. "Zapach to jeszcze rozumiem, ale czy ktoś - poza mną - lizał kiedyś mokry kamień, hmm?"

    Oczywiście!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Maciek, nie chcę Cię martwić, ale generalnie ludzie nie często liżą kamienie. Przynajmniej znani mi ludzie :D

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Jednak jest zależność między wielkościa nosa a smakiem wina nie tylko o język tutaj chodzi -;)
    a swoją drogą apropo komentarza kolegi jest ktoś kto lizał dużo więcej rzeczy niż mokry kamien i jego się tzreba zapytać. Eva spytasz Paco ?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Nie wiedzą co tracą, kamienie są pyszne ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Gdyby Paco Pies umiał mówić, wina opisywałby najlepiej na świecie. Tyle dziwnych rzeczy już po psiemu wylizał, że zawsze znalazłby jakieś porównanie :)

    A proposito przyjemności i przechodzenia na ciemną stronę mocy w winnej krytyce: bardzo spodobał mi się ten felieton Marka Bieńczyka

    http://www.magazynwino.pl/pl/110_felietony/146_notatki_spod_korka/276_skazani_na_hece.html

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Co do lukrecji ostatnio miałem przyjemność wąchać tą nieco zapomnianą przyprawę na szkoleniu w Akademii Kurta S. Poza niuchaniem rozmaitych przypraw zaserwował też całkiem znośne wina dla umilenia gotowania. Trochę nawet dodaliśmy do jedzenia:)
    Wiesz, że podzielamy Twoje podejście do wina. Świetny blog.

    G.

    Zapraszam na mojego bloga kulinarnego http://wolne-zarcie.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Kogo to widza moje piękne oczy? Grzegorz!

    Na bloga będę zaglądać z chęcią. Na swoim witam serdecznie.

    Jak pachnie lukrecja?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. Secret SommelierFeb 13, 2010 01:30 AM

    "Let your Yes be simply Yes, and your No be simply No; anything more than that comes from the evil one." (Mt 5,37)

    Moja wersja wina pochodzi z niebios raczej niż z piekła, więc pozwolę sobie mówić o winie tak prosto, jak się tylko da. Odbierając zmysłami wino, szukam w nim subiektywnych, współgrających doznań, zmieniających się w strumień świadomości którego na szczęście nie muszę ubierać w słowa; zresztą nawet, gdybym okazał się Johnem Fowlesem własnego mózgu, wyszłoby coś zgoła innego, niż opis wina.

    Pijąc grauer burgundera całkiem niedawno, nie zapamiętałem, czy było pełne, mineralne i czy jego nos był mokry. Jedyne co mi się z nim kojarzy, to radość chłopca, który trafia głową między ciepłe piersi pięknej kobiety.

    dobra, to był tylko przykład, o.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. "I czy prawdziwa radość nie kończy się tam, gdzie się zaczyna analiza?"

    Należy współczuć wszystkim seksuologom! :-)

    Pozdrowienia.
    W.

    OdpowiedzUsuń na zawsze