czwartek, 28 stycznia 2010

austriackie dobro narodowe

Przyznam, że medaliści Grand Prix 2009 Magazynu Wino zaskakują mnie raz po raz pozytywnie. Tym niemniej jeśli idzie o złoto w kategorii win białych (do 30 pln) - wewnętrznie nie zgadzam się z werdyktem. Najchętniej złoto (Grüner Veltliner Hochterrassen 2008, Kremstal, Salomon Undhof, Mielżyński) oddałabym zdobywcy srebrnego medalu (Lis Maris 2008, IGT Venezia Gulia, Di Lenardo Santa Pazienza, Enoteka Polska), a zwycięzcę nagrodziłabym srebrem.

Grüner Veltliner jeszcze do niedawna nie cieszył się tak wielką i dobrą sławą, choć uprawiany był w Austrii powszechnie. Pułapka tego szczepu polegała na tym, że była to winorośl późno dojrzewająca i bardzo plenna, dlatego jedynie twarda ręka winiarza i bezlitosne, barbarzyńskie przycinanie pozwalało otrzymać zaskakująco wysokiej jakości owoce. Veltliner zyskał na rozgłosie za sprawą Lenza Mosera, który znacznie obniżył dotychczasowe plony z hektara (przy czym dzisiejsze wina firmowane tym nazwiskiem nie mają już nic wspólnego z samym Moserem, choć ten nie porzucił swej winnej pasji). Na początku nowego millenium, po spektakularnych zwycięstwach tych win szczepowych w konkursach, o należne miejsce dla Grüner Veltlinera zaczęły upominać się winne sławy, m.in Jancis Robinson. Dziś Grüner Veltliner to trzecia część wszystkich winnych upraw Austrii, co czyni z niego niemal dobro narodowe:


Zeszłoroczny złoty medalista (Grüner Veltliner Hochterrassen 2008, Kremstal, Salomon Undhof) nie jest złym zakupem. Wydaje mi się jednak w swej zachowawczości blady, bez wyrazu, bez charakteru. Nie szaleje. Czuć w nim całkiem poprawne nuty warzywnoowocowe, lekką pikanterię w stylu chciałbym-ale-boję-się i arcydelikatną kwasowość. Wino-tło, poprawne, lecz nie prezentujące, w moim odczuciu, żadnej wyjątkowości. Nie zapada w podniebienną pamięć. Jak dla mnie jest za delikatny, cenię stanowczość.

Moja miłość do Grüner Veltlinera jest dość świeża, a w związku z tym absolutnie bezkompromisowa i gotowa skoczyć w ogień w imię ideałów. Być może więc moja krytyka Salomona wynika z obsesją pachnącego uwielbienia wobec innego przedstawiciela gatunku, Lenz Moser Prestige, Grüner Veltliner 2008 (Makro).

To jest wino! Przy pierwszym łyku czuć jak rozpada się na smakowe czynniki pierwsze, które współgrają ze sobą idealnie: jest świeży szparag na zakąskę i dużo soczystych jabłek okraszonych cytryną na deser. Wszystko przyprawione pieprzem i podkręcone odpowiednią kwasowością, pojawiającą się jak kropka nad i, kiedy myślisz, że to już koniec. Wino tak bogate, że nie potrzebuje kulinarnego towarzystwa (dla mnie to ogromna zaleta, nie pijam wina wyłącznie do posiłku), ale pozostaje lekkie, średnio zbudowane. Przy tym stosunek ceny do jakości wysadza z kapci – byłam przekonana, że było znacznie droższe, a mieści się w kategorii cenowej Salomona. Wino-brutal, zdecydowane, z charkterem, smaczne.

2 komentarze:

  1. Franciszek KorczyńskiJan 29, 2010 03:12 AM

    Oprucz Grunera, veltliner to takze Frühroter Veltliner, znany jako Malvasier w Niemczech, Malvasia w Hiszpanii i Portugalii, Malvazija w Chorwacji, Małmazja po staropolsku. A wszystko wzięło się z Monemvasii, antycznego eksportera win z Peloponezu, z którego w świat płynęły okręty z winem pochodzących z przypadkowej krzyżówki czerwonego Veltlinera i Silvanera.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. "Mówi się" ostatnio, że Grüner Veltliner to krzyżówka Grüner Muskateller i Traminera.

    Wcześniej zakładano, że są jakieś związki z Roter- i Frühroter Veltliner.

    A historia z Peloponezem w tle brzmi bardzo magicznie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze