piątek, 18 grudnia 2009

Riesling: obiekt pożądania

Jakiś czas temu, kiedy przeczytałam porywającą monografię o rieslingu, pomyślałam, że przekażę autorom numer telefonu do niezłego psychiatry. Soczyste epitety, pełne uwielbienia opisy największego kwasiora, jakiego doznało moje podniebienie. Szaleńcy, no!

Teraz riesling wydaje mi się idealnym mężczyzną. Jest silny, męski, ale nieco szorstki w obyciu i niedostępny - przynajmniej z pozoru. Bywa uroczy w swym nieokrzesaniu i jest brutalnie szczery. Przystojny? Czy ja wiem? Dopiero po bliższym poznaniu. Tajemniczy? Z pewnością.

Prywatny przegląd rieslingów, jaki ostatnio zrobiłam, to potrzeba sumienia, sposób na wymazanie niedorzecznych didaskaliów, jakie tworzyłam w myślach przy pierwszej lekturze artykułów dotyczących tego szczepu (teksty znajdziecie w Magazynie Wino w zakładce Monografie). Dziś zgadzam się niemal z każdym zdaniem. Nabyłam więc drogą kupna (niestety) trzy rieslingi  z różnych regionów. Na chybił trafił jeden macedoński, jeden alzacki i, last but not least, jeden mozelski. Macedonia ma najmniej rieslinga w rieslingu, za to Alzację poleciłabym jako wstęp do rieslinga dla wszystkich nieprzekonanych. Mozela jest królem.

Wino z Macedonii jak na rieslinga jest dość słodkie i łagodne. Trochę charakterystycznych cech tego szczepu odnaleźć można w bukiecie: mnóstwo kwiatów, ale świeżych, cytrusowych. Smak natomiast przeciętny, owocowy, słodkawy i brak mu charakterystycznej kwasowości. Wypić i zapomnieć:






Alzacja wydała mi się ziemista, wilgotna, piwniczna. Kwasowość jak na rieslinga niezbyt ostra. Za to zanurzenie nosa w kieliszku można porównać do zanurzenia tegoż samego nosa w bukiecie świeżo upolowanych, egzotycznych kwiatów owiniętych dopiero-co-skoszoną trawą. Zawrót głowy murowany. Smak podobny, przyjemnie ścinający podniebienie. Długodystansowiec: cytrusy, melon i morela pozostają na języku zaskakująco długo po przełknięciu symbolicznej ilości wina. Dobry dla początkujących rieslingowców, przekonujący. Warto do tego wina wracać:






Ach, Mozela! Ten riesling mnie uwiódł i będę mu wierna. Przede wszystkim arcyprzyjemnie było obserwować jak to wino otwiera się: od cytryny pomieszanej z gruszką, poprzez kwaśne pomarańcze, grejpfrut z renetą i mango. Dużo, prawda? Mam jednak problem z identyfikacją zapachu - niby cytrusowy, ale pachnie też trochę tak, jak pachnie strumień w górach, kiedy wszystko dookoła skute jest lodem i przykryte śniegiem. Taka czysta, chłodna woń mokrego kamienia. Chwilę później dołącza do niej zapach róż. To wszystko w połączeniu z kolorem, którego prawie nie ma, i kwasowością ostrą jak brzytwa, czyni to wino niezapomnianym. Ten estetyczny nokaut opatrzony jest niepozorną etykietą:






Prawdziwą odą do rieslinga jest Riesling Mon Amour Wojciecha Bońkowskiego. Przeczytaj, wypij i będziesz po ciemnej stronie mocy.

4 komentarze:

  1. Prędzej czy później każdego to dopada, to tylko kwestia czasu/liczby wypitych butelek. Witam w klubie, a że przygodę z rieslingiem dopiero zaczynasz, mogę zagwarantować, że jak u Hitchcocka, napięcie będzie tylko rosło :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Z ogromną sympatią, ale pozwolę się sobie fundamentalnie nie zgodzić. Dla mnie Riesling nie jest wcale przystojny, jest po prostu piękny, a to przecież nie tożsame. Czy jest szorstki w obyciu i niedostępny jak piszesz? O nie! Jest tak łatwo dostępny, że początek wydaje się zbyt łatwy, drugie dno odkrywamy po czasie.
    A z resztą zgadzam się w pełni. Piękny, niesamowicie długowieczny, zniuansowany, oddający charakter ziemi, na której powstał. Achów i ochów mi brakuje. Koniecznie popróbuj Rieslingów z Rheingau. Jeśli ten szczep jest królem, to tam jest wręcz Cesarzem.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Do AD: Przwdę mówiąc - mam nadzieję :)

    Do BnC: Być może jest piękny, a ja okazałam się w tym przypadku językową konserwatystką (bo jakoś "piękny" w odniesieniu do mężczyzny mi nie leży).
    A może rzecz w tym, że dla mnie kwasowość rieslingów, które piłam przed winnym oświeceniem, czyniła to wino niezrozumiałym i odpychającym? Dziś wiem, że to były pyszne rieslingi, po prostu wtedy smakowały mi mniej wysublimowane wina. Riesling był kwasiorem.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. P.S. Rheingau odnotowałam, zapamiętałąm. Będę polować.

    OdpowiedzUsuń na zawsze