Przyznam jednak, że brak węchu skłonił mnie do pewnych nad nim refleksji (do pary z komentarzem BnC pod poprzednim postem, a propos rieslinga).
Węch to jeden z najstarszych zmysłów (obok słuchu) - prawdopodobnie węchomózgowie osiągnęło zbliżony do współczesnego poziom rozwoju na długo przed ewolucyjnym oddzieleniem się ssaków. Jest to zmysł skomplikowany, bardzo rozwinięty i niezbędny! Co najważniejsze jednak, dający się ćwiczyć. Sam mechanizm jest dość prosty: wdychamy cząsteczki zapachu, które tym samym docierają do receptorów węchowych umieszczonych, z grubsza, pod i między oczami. Reakcją receptora jest wysłanie impulsu nerwowego do opuszki węchowej, a stąd do węchomózgowia. Na temat samych receptorów istnieje wiele teorii: jedni uważają, że cząsteczki zapachu działają na zasadzie zamka i klucza,czyli mogą pobudzić jedynie receptor o odpowiednim kształcie. Inni przekonują, że receptory są jak spektrometry i potrafią interpretować częstotliwość drgań konkretnych cząsteczek zapachu. Ponad tysiąc genów (za wzrok odpowiadają... trzy), około czterdzieści milionów komórek węchowych, tysiąc receptorów (oko ma trzy typy...) i pięć milionów neuronów w nerwie węchowym: robi wrażenie, prawda? Wszystko po to, by czerpać radość z wina.
Interpretacja zapachu i emocjonalna odpowiedź na niego to sprawa osobnicza. Poszczególne receptory pobudzają różne ośrodki u różnych ludzi w zależności od ich osobistej zapachowej "pamięci". To właśnie osobista pamięć węchowa sprawiła, że zapach magdalenki przypominał Marcelowi dzieciństwo (W poszukiwaniu straconego czasu, M. Proust). Ta sama pamięć obezwładniała Franka Slade'a (Zapach kobiety, oskarowy Al Pacino). I ta sama brutalna fizjologia przenosi mnie do pachnącej wędzonką i malinami letniej kuchni mojego dziadka na Podlasiu, kiedy wącham cabernet sauvignon:
Ja bezustannie mam sześć lat, a on jest wiecznie żywy.
Macie podobne wspomnienia?
0 komentarze:
Prześlij komentarz